Trudne początki budowy kościoła w Łochowie

część wspomnień Haliny Koper, które z uwagi na obszerność nie zostały zawarte w artykułach Gazety Łochowskiej  z  IV i  V 2012 r. m.in. wyjazdy do Strzegomia po granit, kwestie aprowizacji, itp.

Podróże pociągiem do Strzegomia nie należały do bezpiecznych. Jednak w tamtych czasach innej możliwości nie było. Wielogodzinna podróż relacji Warszawa - Jelenia Góra nie zawsze przebiegała w spokoju, zdarzały się niezbyt przyjemne incydenty. Jeden z nich przydarzył się nam gdy jechałam wraz z mężem Ryszardem i ks. Piotrem Jelinkiem. Większość pasażerów już spało lub było pochłoniętych czytaniem książek. Korytarzem przechadzała się grupka młodych mężczyzn - na widok ks. Piotra w sutannie młodzieńcy zaczęli szarpać drzwi naszego przedziału, głośno ubliżać mówiąc wulgarne słowa i grożąc pobiciem księdza.

Przez długi czas nie odpuszczali a ich agresja z każdą chwilą narastała, byliśmy wszyscy zagrożeni.

Wreszcie Pan Bóg zesłał nam Anioła albowiem pani, która siedziała w przedziale naprzeciwko nas zareagowała na groźby tych panów. Wstała, podeszła do nich i spokojnym głosem wyraziła swoją opinię na temat ich nieodpowiedniego zachowania. Jej słowa poskutkowały i zapanowała cisza w pociągu.

Nazajutrz w Strzegomiu wraz z  moją siostrą Stanisławą Milej (zamieszkałą w Strzegomiu) oraz z ks. Piotrem Jelinkiem  pojechaliśmy do tamtejszego  kościoła pw. Św. Piotra i Pawła. Jakież było nasze zdziwienie gdy z plebanii wyszedł miejscowy ks. Proboszcz Stanisław Siwiec i przy powitaniu ks. Jelinka zakrzyknął „A co Ty tutaj robisz?”. Okazało się, że obydwaj księża byli kolegami ze studiów. Jednak na dłuższe pogawędki nie było wtedy czasu - ks. Piotr  śpieszył się na  umówione spotkanie w kamieniołomach. Najpierw odprawił cichą mszę świętą, po czym udał się do Zakładów Kamieniarskich na spotkanie z  ich władzami oraz z moim szwagrem Zygmuntem Milejem, który tam pracował od wielu lat. Spotkania, długie rozmowy przyniosły w rezultacie zgodę władz na zakup przez Ks. Piotra odpowiedniej  (ogromnej) ilości kamienia strzegomskiego na budowę świątyni w Łochowie.

Oprócz kupna tego cennego towaru i jego transportu przez pół Polski odrębnym problemem przed jakim stanął ks. Piotr było znalezienie osoby nadzorującej całość budowy kościoła. Gdy taką osobę w Łochowie znalazł nie było zgody z jego strony na współpracę ponieważ bał się utraty swojego stanowiska w PRL-owskiej rzeczywistości.  Przez długi czas nadzór nad budową spoczywał na barkach ks. Jelinka w końcu funkcję tę częściowo przejął inżynier z Warszawy ale większość czynności nadal pozostawało w gestii ks. Piotra, który musiał brać czynny udział w najdrobniejszych codziennych sprawach na placu budowy. Pod nawałem piętrzących się spraw i braku snu ks. Piotr zaczął podupadać na zdrowiu. Stan zdrowia był na tyle poważny, że ksiądz podjął decyzję o odejściu z parafii. Zwrócił się do ks. Biskupa Jana Mazura z prośbą o znalezienie odpowiedniego zastępcy, który byłby w stanie dokończyć budowę obiektu sakralnego oraz o wydanie zgody przez biskupa na zmianę parafii. Jednak zmiana ta nie doszła do skutku z nieznanych mi powodów.

Kwestia wyżywienia pracowników na budowie (w tym ekipy górali)  nie była prostą rzeczą. W tamtym czasie jak wiadomo żywność w sklepach była reglamentowana - na tzw. kartki. Każda rodzina w Polsce mogła wykupić miesięcznie tylko określoną ilość produktów (mięso, drób, nabiał i inne artykuły). A dla budowniczych potrzeba było znacznie więcej. Jednak z tym problemem parafianie poradzili sobie doskonale. Znalazły się uczynne osoby, które zorganizowały zbiórkę pieniędzy w całej okolicy - panie chodziły od domu do domu zbierając datki. Z uzbieranych funduszy zakupiono tuczniki (świnie) - a z nich mieszkaniec Łochowa, Zdzisław Kochanowski wyrabiał wędliny i inne wyroby. Prace te wykonywał charytatywnie w wolnych chwilach, gdyż dojeżdżał wtedy do pracy w Warszawie).  Wyrób wędlin odbywał się w naszym podwórku i budynku gospodarczym - u moich teściów: Stanisławy i Bolesława Koper, gdyż była tam odpowiednia wędzarnia. Dużą pomoc w zakresie wyżywienia górali (murarzy, robotników) świadczyli liczni pracownicy Gminnej Spółdzielni Łochów, którzy przeprowadzali zbiórki pieniędzy, kupowali na swoje kartki, przynosili gotowe dania. Do pomocy włączyły się moje koleżanki z biura GS (m.in. Teresa Filipiak, Halina Dębiec).  Kierownik piekarni GS Łochów pan Armanowski i piekarze specjalnie produkowali większe ilości pieczywa by wspomóc i dostarczyć świeże  pieczywo dla górali.

Na budowie i wokół działo się wiele …. nawet doszło do nawrócenia na wiarę katolicką osoby, która wcześniej była ateistą. Pan o którym wspomnę mieszkał blisko budującej się świątyni, był osobą wykształconą, często przychodził na plac budowy, lubił rozmawiać z księdzem na różne tematy - przyglądał się najpierw „ dziurze w ziemi”, krzątającym się ludziom na budowie i miał ogromne wątpliwości do celowości samej budowy jak i ukończeniu jej kiedykolwiek. Nie wierzył, że w „tym miejscu powstanie kościół”,  był przekonany, że „nigdy  księdzu nie uda się wybudować tutaj kościoła”. Gdy świątynia została  jednak ukończona (w stanie surowym) ów pan przyszedł do księdza i poprosił  o spowiedź po 40 letniej absencji w kościele.

Ważną postacią  której nie wolno pominąć i należy docenić jego wkład pracy był ks. Michał Domański (następca ks. Piotra Jelinka po jego nagłej śmierci). W trakcie budowy kościoła począwszy od wykopów pod fundamenty aż do zakończenia budowy ks. Michał (wówczas proboszcz sąsiedniej parafii Jerzyska) przyjeżdżał często na plac budowy, interesował się problemami ks. Piotra i w wielu kwestiach doradzał i pomagał. Nikt nie spodziewał się, że to właśnie ksiądz Michał Domański będzie musiał zmierzyć się  nagle z tak trudnym zadaniem jakim było dokończenie budowy kościoła. Ks. Piotr nie zdążył przekazać następcy dokumentów, ważnych informacji i planów na przyszłość. Nagła śmierć ks. Piotra Jelinka pokrzyżowała wszystko. Każdy kto budował swój dom zdaje sobie sprawę z tego, że surowe ściany są tylko „połową sukcesu”. Dlatego tym większe powinny być podziękowania dla dobrego nowego gospodarza jakim okazał się ks. Domański. Dzięki jego dużemu zaangażowaniu i kilkuletniej pracy w parafii Łochów udało się ks. Michałowi dokończyć dzieło budowy, które z takim poświęceniem rozpoczął ks. Jelinek.

Po pogrzebie ks. Jelinka ponownie udaliśmy się  z mężem w podróż do Strzegomia po kamień - tym razem z ks. Michałem Domańskim (już nie koleją PKP lecz samochodem) oraz z panem Władysławem Marczakiem w celu zakupu marmuru na pomnik dla ś.p. ks. Piotra. Wybraliśmy się w tak daleką drogę ponieważ wtedy w Łochowie nie było zakładów kamieniarskich, a w Warszawie i okolicy pomniki były bardzo drogie. Pomnik został przywieziony samochodem ciężarowym należącym do Fabryki Maszyn Budowlanych „Bumar” w Łochowie Fabrycznym. Akurat zakład „Bumar” realizował swoje zamówienie specjalnej glinki do pieców w pobliżu Strzegomia - przy okazji załadowano na samochód także i pomnik przywożąc go na cmentarz w Łochowie. Fachowcy ustawili pomnik w przygotowanym już wcześniej centralnym miejscu cmentarza, gdzie stoi on po dziś dzień. Każdy mieszkaniec oraz przyjezdny gość może pochylić się nad grobem ks. Piotra i wspomnieć w modlitwach wspaniałego budowniczego kościoła.

P.S. Kolejni gospodarze Parafii Łochów też mieli swój istotny wkład w ulepszenie naszej świątyni - remontując i modernizując kościół oraz pomieszczenia znajdujące się w rozległym budynku przy ulicy Długiej.                                                        

           Halina Koper

 
Michal Krupa