Ks. Jelinek w moich wspomnieniach

czyli wspomnienia Stanisława Korneliusza Bolchajmera - geodety z Węgrowa, podane ogółowi podczas uroczystości w Łochowie - w piątą niedzielę wielkanocną Roku Pańskiego 2014, w związku z planowaną w najbliższych miesiącach zmiana nazwy ul. XXX-lecia PRL w Łochowie na ul. Ks. Piotra Jelinka.

 

 

Księdza Piotra Jelinka poznałem, kiedy przyszedł do Powiatowego Biura Geodezji i Urządzeń Rolnych w Węgrowie załatwiać dokumenty potrzebne do budowy kościoła.

Dziś, po tylu latach, trudno będzie odtworzyć w pamięci wszystkie obrazy związane z tą sprawą. Pragnę przypomnieć - szczególnie młodzieży - że były to lata 70-te XX wieku., kiedy wszechwładnie panowała „nieboszczka komuna”. Jak trudno było załatwić wszystkie zgody na budowę kościoła, najlepiej mógłby opowiedzieć sam ksiądz Jelinek.

Przygotowania do budowy ks. Jelinek rozpoczął od pozyskania działki pod budowę kościoła. Pamiętam, że wskazywano mu działkę gdzieś na uboczu, nie tu gdzie obecnie stoi kościół. Ksiądz chciał, żeby kościół wybudowany został w centrum miasta. By działka miała odpowiednie wymiary, biuro Geodezji musiało dokonać podziału działek. Pierwotna działka pod kościół składała się z czterech działek ewidencyjnych.

Aby rozpocząć wykopy należało wyznaczyć na gruncie obrys poziomy budynku kościoła. Proszę starszych parafian, przypomnijcie sobie, jak była zorganizowana praca przy wykopach. Furmanki podjeżdżały w kilku rzędach i ludzie szpadlami, łopatami - można powiedzieć: czym kto miał - ładowali na nie ziemię. W wykopie stał ksiądz Jelinek i dyrygował tym wielkim skupiskiem ludzi, jak dyrygent wielką orkiestrą symfoniczną. Byłem pełen podziwu, jak potrafił zorganizować robotę.

Kiedy wykop był gotowy, wyznaczyłem rzut ław fundamentowych i podałem ich rzędną. Następnie do dzieła mogli przystąpić murarze. Przypomnę zdarzenie, które głęboko zapadło mi w pamięci. Po wymurowaniu pierwszej ściany z kamienia granitowego, ksiądz zaprosił na budowę projektantów, mnie i kierownika budowy, którego ksiądz zatrudnił aby fachowo nadzorował budowę  - przepraszam Pana, jeśli jest pan obecny na spotkaniu ale nazwiska nie pamiętam. Po zejściu na dół z jednej strony ściana wyglądała całkiem dobrze, kamienie ułożone były „do lica” ale po drugiej stronie widok był straszny- kamienie tworzyły poszarpaną ścianę, która wyglądała jak po zburzeniu. Okazało się, że murowanie z kamienia nie jest łatwe. Widząc to powiedziałem:

- z kamienia to tylko górale najlepiej potrafią murować. Moim zdaniem należy ścianę rozebrać i pomurować na nowo. Rozebranie ściany będzie trwało niewiele czasu. Ksiądz zapytał architekta czy ta ściana może pozostać. Architekt po namyśle odpowiedział:

- Nie najlepiej to wygląda ale mnie to nie przeszkadza. Nie jest to ściana nośna tylko działowa, ostatecznie może zostać.

Jednak ostatnie słowo należało do kierownika budowy.

- To trzeba rozebrać i pomurować od nowa, bo jak to zostawimy, to za sto czy dwieście lat ludzie powiedzą, że nie umieliśmy z kamienia murować!

Przepraszam, ale chciałem przytoczyć to zdarzenie, aby nikt nie myślał, że zawsze było tak idealnie.

Po tym spotkaniu ksiądz Piotr Jelinek zatrudnił murarzy - górali, którzy pracowali - w mojej ocenie, a mam nadzieję, że i tych wszystkich, którzy byli świadkami ich pracy - koncertowo.

Jako geodeta miałem możliwość być na różnych budowach jakie prowadzono za tamtych czasów. Starsi zapewne pamiętają, a młodzież niech spyta rodziców lub dziadków to się dowie, jak to zazwyczaj wyglądało. Co mi się rzuciło w oczy będąc na tej budowie to to, że panował na niej porządek. Na pewno było to zasługą kierownika budowy i wszystkich ludzi, którzy przez ten czas pracowali każdego dnia. Pełnili oni tzw. dyżury. Muszę wspomnieć o paniach kucharkach, które w barakach przygotowywały posiłki. Parę razy i ja „załapałem się” na obiad. Wszystko było smaczne i nie mówię tego żeby się przypodobać ale oddać prawdę faktom.

Kilka słów o pracy górali: „Na murze”, jak to potocznie się mówi, każdy był zajęty robotą. Ścianę murowało pięciu czy sześciu murarzy a wyglądała jakby to jeden murował. Ciekawe było to, że zaprawę murarską kładli na mur nie kielnią a narzędziem przypominającym rondelek. Dziś ustaliłem z kolegą góralem mieszkającym w Białce Tatrzańskiej, że nazywa się ono „sandla”. Murarze rozmawiali tylko w przypadku niezbędnych spraw fachowych. Nawet ze mną sprawy załatwiali, jak to się mówi popularnie „krótko i na temat”.

W czasie posiłków byli bardziej rozmowni i weseli, jak to górale. Wiem jacy są z własnego doświadczenia, bo mój kolega z wojska jest góralem pochodzącym z Zawoi koło Zakopanego.

Ksiądz przyjeżdżał po mnie „Syrenką”. Umawialiśmy się na godzinę szóstą rano. Ksiądz był bardzo punktualny. Nigdy nie zadzwonił wcześniej, dopiero o umówionej godzinie. Kiedy prosiłem, by nie czekał na korytarzu i zadzwonił, gdy przyjedzie - nigdy tego nie zrobił. Dziś mogę powiedzieć, że doceniał prywatność ludzi.

Jadąc z Węgrowa do Łochowa mieliśmy czas żeby swobodnie porozmawiać o różnych sprawach. Przypominam sobie, że pytałem, jak się sprawuje „Syrenka”. Przecież ksiądz jeździł nią po całej Polsce. Odpowiedział:

- Mam dobrych ludzi - mechaników i robią mi przeglądy, więc mogę śmiało jechać.

Ja też dziękuję Wam panowie mechanicy, bo dzięki sprawności samochodu księdza moje przejazdy na budowę dochodziły do skutku. Muszę też podziękować wszystkim ludziom, którzy po zakończeniu przeze mnie pracy odwozili mnie do Węgrowa. Ksiądz przeważnie był w podróży załatwiając różne sprawy  - kto się budował ten wie, ile jest przy budowie spraw do załatwiania. Wtedy wszystkie materiały były  na tzw. przydział. Gdyby czekać na urzędowe przydziały budowa trwałaby długie lata. Ponieważ pamięć ludzka szybko się zaciera i deformuje przypomnę przebieg jednej z rozmów. Raz spytałem, jak Księdzu udaje się załatwić materiały.

- Wszystko zawierzam Bogu, wierząc, że z Bożą pomocą uda się – odparł.

- Jadę do Fabryki, wchodzę do dyrektora, rozmawiam, proszę o jakąś ilość materiałów. Na początku słyszę „Nie mam, nie mogę załatwić”. Na to ja - „Panie dyrektorze, nie wiem, czy pan jest wierzący czy nie, ale to na tak szczytny cel, że coś może pan załatwi, a BÓG PANU TEGO NIE ZAPOMNI”. Tak, zawsze coś załatwiłem.

To nie takie małe „coś”, gdyż były to tysiące cegieł, tony stali, wapna, cementu i wiele innych rzeczy. Raz,  kiedy jechaliśmy powiedziałem:

- Niech ksiądz trochę zwolni i więcej wypoczywa, bo kiedyś może zabraknąć sił. Odpowiedział:

- Wszystko w rękach Boga.

Pamiętam, że przed zalaniem górnego sklepienia Ksiądz poprosił abym przyjechał i zaniwelował ściany. Muszę przyznać, że pierwszy raz wykonywałem niwelację na takiej wysokości. Będąc teraz w kościele jesteśmy świadkami, że Bóg miał nas wszystkich pod swoją opieką i budowla powstała na Jego chwałę.

Potem odwiedzałem budowę tylko w charakterze ciekawskiego, śledząc jak powstaje. Byłem też na konsekracji kościoła. Stałem na schodach w grupie ludzi, ale z tego wydarzenia nie mam pamiątki. Może do swoich akt rodzinnych uzyskam odbitkę zdjęcia, które znajduje się w kronice parafialnej.

Strażacy na swoich sztandarach wypisują hasło: „Bogu na chwałę, ludziom na pożytek”. Ksiądz Jelinek podejmując się budowy kościoła w Łochowie, robił to na większą chwałę Boga i na pożytek Wasz, Drodzy Parafianie. Dla wspólnego dobra poświęcił swoje siły i zdrowie, nie oczekiwał awansów, nagród ani przywilejów, był odważny w działaniu.

Pamięć o przeszłości, jej wierność i ukazanie prawdy jest fundamentem, bez którego nie zbuduje się przyszłości dla obecnego pokolenia, jak i pokoleń przyszłych. Pamięć o wszystkim jest bardziej rzeczą boską niż ludzką, mam nadzieję, że w tej kwestii mnie nie zawiodła. Cieszę  się, że mogłem choć w niewielkim stopniu dotrzeć do młodego pokolenia, ponieważ istnieje konieczność ciągłego przypominania pozytywnych postaw bohaterów naszej polskiej historii. Bajkopisarz Andersen mawiał: „życie każdego człowieka to baśń, którą pisze Pan Bóg”.

Życie księdza Piotra Jelinka na swój sposób było baśnią.

Swoje wystąpienie zakończę dwoma powiedzeniami: „Jest jedno życie i trzeba je z pożytkiem dla siebie                   i innych przeżyć” oraz „Tak długo żyje człowiek, ile trwa w pamięci żywych”.

           Stanisław Korneliusz Bolchajmer

Od Red.: Niniejszy materiał ukazał się w związku z planowaniem zmiany nazwy ul. XXX-lecia PRL-u w Łochowie na ul. Księdza Piotra Jelinka.

 
Michal Krupa