Dzikie wysypiska

W sierpniowym numerze „G.Ł.” na stronie pierwszej, w materiale „Nasze lasy”, informowaliśmy Czytelników o akcji BOŚ, a dotyczącej dzikich wysypisk śmieci, znajdujących się szczególnie i przeważnie w lasach - bo tego nie widać. Red. otrzymała w tej sprawie kilka telefonów (kilka, więc może nie jest tak źle w naszym rejonie ze śmieciowym problemem, a być może zaniepokojeni uczestnicy tej akcji kierowali swoje e-maile bezpośrednio do organizatora).

 

Zaniepokojony jednym z telefonów udałem się na miejsce zdarzenia. Zdawałoby się piękna, spokojna okolica, nieopodal rzeki Liwiec, przy moście na Mińsk Mazowiecki, tuż przy pozostałościach (obwałowaniu) XI-wiecznego grodziska, porośniętego obecnie sosnami - początek wsi Barchów (bynajmniej wg administracyjnej numeracji), gdzie znajduje się kilka posiadłości wykorzystywanych w półroczu letnim oraz kilka zamieszkałych na stałe. Piękna okolica, jednak tylko z pozoru. Przy jednym z obejść (częściowo na krawędzi grodziska - własności społeczeństwa) sterty złomu, żelastwa, plastikowych opakowań, opon, itp. Z wypowiedzi jednego z mieszkańców wynika, że rzeczy te są spalane, np. opony samochodowe, by uzyskać drut po nich, a tumany duszącego, trującego dymu unoszą się wtedy po okolicy. Nieopodal sterta gruzu, na którą kilka lat temu zwieziono resztki zdemontowanych płyt nagrobnych z pobliskiego cmentarza w Łochowie. Z wypowiedzi mieszkańca wynikało, że wśród nich znajdowały się fragmenty trumny i szczątki ubrań. Zaniepokojeni tym stanem rzeczy ściągnęli wtedy na miejsce Sanepid i Policję. Dotychczasowe efekty działań tych służb - niewidoczne, no może za wyjątkiem, że zniknęły fragmenty trumny. Czy rodzina zlecająca zakładowi kamieniarskiemu zamontowanie nowego, pięknego, marmurowego pomnika posiada wiedzę jak wyglądała robota fachowców? Czy rzeczywiście nie ma prawnego sposobu na właściciela posesji, na której mają miejsce tego rodzaju rzeczy? Czy rzeczywiście relacji sąsiedzkich nie da się rozstrzygać prośbą?

 
Michal Krupa