Polskie Nagrania

                Tak nazywała się kiedyś wytwórnia płytowa wydająca muzykę polskich artystów. Rozszyfrowanie tej nazwy najłatwiej przychodzi zapewne pokoleniu mojemu i starszym. Dziś to hasło odnosi się coraz częściej do świata polityki. Sprawa tzw. „taśm prawdy” była jednym z tematów, o których dyskutowaliśmy na wrześniowym spotkaniu Łochowskiego Klubu Gazety Polskiej.  Zapewne przypominacie sobie Państwo jak to od kilku lat, Platforma Obywatelska bojąc się utraty władzy, za swój główny punkt programowy przyjęła – straszenie Prawem i Sprawiedliwością. Ileż to słów i zdań wypowiedziano, że jak PIS dojdzie do władzy to wszyscy będziemy inwigilowani i podsłuchiwani. 

 

Jakie są fakty? Według Urzędu Komunikacji  Elektronicznej  liczba rozmów kontrolowanych  za panowania koalicji PO-PSL  z roku na rok rosła i w 2014 wyniosła  aż 2 miliony 177 tyś. Warto podkreślić, że mówimy tu o podsłuchach legalnych. Do tego dochodzą wspomniane wcześniej  „taśmy prawdy”.  Nagrane zostały w kilku odsłonach, ale do tej pory ujawniono je w zaledwie niewielkim stopniu. Najbardziej popularne są te zarejestrowane w „Studio – Sowa i Przyjaciele”. Co z nich wynika? Na chwilę odsłoniła się nam kurtyna sceny politycznej elit III RP. Bulwersujące w całej sprawie jest nie tylko to, w jaki sposób ludzie sprawujący najwyższe urzędy w państwie traktują swoja „służbę”, ale i język jakim się posługują. Obywatele są przez nich traktowani instrumentalnie. Brakuje tu miejsca, abym mógł zacytować polityków Platformy, których „taśmy” już pogrzebały (R. Sikorski, B. Sienkiewicz itd.).

Pozwolę też sobie przytoczyć słynne słowa  „ministry” Elżbiety Bieńkowskiej kierowane do szefa CBA na temat pensji jej znajomej - „… Mówi, ja dostawałam, powiem ci  6 tysięcy… Albo złodziej, albo idiota… Rozumiesz to? To jest niemożliwe, żeby ktoś za tyle pracował…”. Wielu z nas marzy o zarobkach na tym poziomie, ale widocznie z góry widać to inaczej. W ubiegłym tygodniu Telewizja Republika ujawniła kolejne taśmy z udziałem tej pani. Tym razem jej rozmówcą był prezes Najwyższej Izby Kontroli - Krzysztof Kwiatkowski, który w szczerej rozmowie wyraził swoją oceną zaufania do firmy, w której pracuje.  „… Ja nie wiem, jak ona ma ciągle dalej 60 - procentowe zaufanie, rzeczywiście opinii publicznej. Dobrze, że nikt się temu w szczegółach nie przygląda…”. A jednak - ktoś - się przyjrzał. I oto prezes Kwiatkowski ma kolejne nagranie. Tym razem  z szefem Klubu Parlamentarnego PSL - Janem Burym.

Z wniosków Prokuratury dotyczących tej sprawy wynika, że  przyszło nam żyć w państwie stworzonym przez obecną koalicję rządzącą, gdzie nawet konkursy w Najwyższej Izbie Kontroli są ustawiane. Wszystko to świadczy o olbrzymiej patologii, która w ciągu ostatnich kilku lat zapanowała w wielu obszarach naszego państwa. Co ciekawe rozmowy zapisane nielegalnie od 1 lipca nie są już dowodami w sądzie, nawet jeśli dotyczą najcięższych przestępstw. Komu mogło zależeć na ustanowieniu takiego prawa? Odpowiedź wydaje się jasna.  Ale istnieje jeszcze coś takiego jak odpowiedzialność polityczna. Będzie ku temu okazja w niedługim czasie. Jakie nagranie będzie przebojem tej jesieni? Produkcja duetu Bury – Kwiatkowski ma duże szanse znaleźć się w czołówce, ale podobno jeszcze przed nami kolejne super premiery. W kolejce czekają m.in. te zarejestrowane w „Studio - Willa Parkowa” .

          Robert Gołaszewski 

 
Michal Krupa