Mały bunt

       Nie macie czasem ochoty na mały bunt? A tak przeciwko ignorowaniu nas przez urzędników we wszelakich urzędach. Przeciwko narzucaniu nam trendów, na przykład na szczupłą sylwetkę. Mówię do męża, że zetnę włosy, tak w imię buntu. W imię nie ulegania trendom i nie upodabniania się do innych kobiet. Chociaż z drugiej strony, powiedziała mi kiedyś pewna wiekowa znajoma widząc mnie z długimi włosami, że wyglądam jak małolata. Więc może nie warto…?

       Nie czułam się zresztą „dużolatą”. Wracając jednak do buntu, nie macie wrażenia, że nastały czasy naśladownictwa, upodabniania się. W e-mailach piszemy w nagłówku „Witam”, choć według wszystkich wybitnych polonistów jest to ogromne nadużycie tego słowa. Które , nota bene, powinno być zarezerwowane dla jakichś oficjalnych czy uroczystych wypowiedzi. Na nieszczęście ktoś kiedyś tak napisał, ktoś inny (i nie był to polonista) uznał, że świetnie brzmi lub wygląda. I robi wrażenie, że piszący, to wykształcony, kulturalny osobnik. No i się przyjęło. Powtarzamy te same slogany do znudzenia. Przez telefon rozmawiamy tak samo, zwłaszcza służbowo. Te same utarte zwroty. Że już nie wspomnę o telefonach podczas, których próbują nam coś sprzedać. Aż słychać jak pan czy pani czytają tekst z kartki, monitora czy pamięci. Brak indywidualnego traktowania. Jakbyśmy byli jedną wielką masą. Zanika odrębność, w co nie mogę uwierzyć. Bo przecież to w nas najpiękniejsze, co nas wyróżnia od innych. Gdyby Jaś wyglądał jak Zenek, to Małgosia kochałaby i Jasia i Zenka? No nie. Bo Jaś jest miły, szarmancki i oczytany, a Zenek nie. Zenka pokocha Basia, która uwielbia siłaczy. To odmienności są piękne i porządkują świat. Nie wyzbywajmy się ich. Bądźmy sobą. Nie wiem, może tylko mi to przeszkadza? Zawsze ceniłam w innych indywidualność i naturalność. Niestety dziś wśród młodzieży króluje odtwórczość zamiast twórczości. To istna epidemia. Prawie każdy nastolatek posługuje się takim samym i tym samym zasobem słów. Niestety niewielkim, bo czytają głównie sami siebie na facebooku i naszej klasie. Cóż, tak naprawdę nie tylko wśród młodzieży. Mam wrażenie, że w Ministerstwie Edukacji również. Nasuwa się, tak niechcący zupełnie, wniosek, że komuś tu zależy na wychowaniu zupełnie nietwórczych umysłów. Kiedyś ceniony był pomysł, nakład pracy. Dziś, gdy zmobilizowałam syna, aby wykonał twórczo pracę do szkoły, dostał tróję. Bo za dużo. Nauczyciele muszą tak uczyć młodych ludzi, aby zdawali egzaminy. Czyli ściśle według instrukcji. Jak mają napisać pięć zdań, to pięć, bo szóste, chociaż genialne, oznacza błąd. I jak tu edukować geniuszy? Z twórczych, pełnych rozbujałej wyobraźni, młodych ludzi, wychowują nam osobników, którym ciągle należy podawać szczegółową instrukcję, jak zrobić kanapkę, jak pozmywać naczynia czy jak nakarmić psa. Buntuje się młodzież i dobrze, bo, zdaje mi się, cała nadzieją w tym buncie.

Marysia

 
Michal Krupa