Polegli czekają na uhonorowanie

Po zakończeniu działań wojennych, po 1945 r., środowisko słabej i mało licznej organizacji konspiracyjnej „Jerzyki”, którą założył i jej przewodził Jerzy Strzałkowski ps. Jerzyk, zaczęło funkcjonować w nowej rzeczywistości komunistycznego państwa polskiego. Ślady tej działalności mamy również w Wołominie.

Przez długie lata PRL-u organizacja „Jerzyki” budowała w całej Polsce swoją pozycję kombatancką, działając po 1956 r. na równi ze środowiskami Armii Krajowej czy Batalionów Chłopskich. A przecież, w myśl sprawozdania dowódcy AK z okresu okupacji – gen. St. Roweckiego „Grota”, organizacja „Jerzyki” została w 1943 r. scalona całkowicie ze strukturami tej najpotężniejszej podziemnej armii w Europie.

Wysoka pozycja w kombatanckim światku sprawiła, że „Jerzyki” występowały w okresie PRL-u o budowę pomników, prowadziły nieskrępowaną działalność organizacyjną, w tym edukacyjno-wychowawczą wśród młodzieży. Z raportów UB wiemy, że w połowie lat 50. do „Jerzyków” chciały się włączyć struktury organizacyjne Szarych Szeregów, prześladowane dotąd przez aparat bezpieczeństwa. Gdyby to się wówczas powiodło, zaistniałaby sytuacja, że w świadomości społecznej akcja pod Arsenałem lub zamach na Kutscherę wykonywały oddziały „Jerzyków”, z pododdziału kierowanego przez „Zośkę” czy zespół „Parasola”.

 

Dzięki zaangażowaniu „Jerzyków” powstało miejsce pamięci w Jerzyskach koło Łochowa i wybudowano kwatery wojenne na wołomińskim cmentarzu. Działania te, mające miejsce w latach 80. XX wieku, to jest w okresie stanu wojennego i tuż po jego zakończeniu, dziwiły osoby należące do środowiska AK-owców z terenu Wołomina i nie tylko. Wówczas w Wołominie żyły jeszcze rodziny poległych pod Jerzyskami i naoczni świadkowie, którzy identyfikowali poległych jako członków podziemnej formacji z Narodowych Sił Zbrojnych.

Dzięki odnalezionym aktom w Archiwum Akt Nowych, dotychczas nieprzeglądanym, wyjaśniła się przyczyna tego kombatanckiego „fenomenu”, który w czasach PRL-u działał bez skrępowania. W 1946 r. Jerzy Strzałkowski, w okresie okupacji i okresie kombatanckim komendant główny „Jerzyków”, został zatrudniony w Ministerstwie Administracji Publicznej. W trakcie naboru sporządził życiorys, w którym zawarł informację, że rekomendacji mogą mu udzielić: tow. Jan Wesołowski, członek KC PPR i płk Andrzej Adrian, w okresie okupacji m.in dowódca komunistycznego Obwodu Radomsko-Kieleckiego GL-AL, a po wojnie wiceminister w Ministerstwie Obrony Narodowej.

Płk. A. Adrian, przedstawiając osobę Strzałkowskiego, stwierdzał:

– Powstańcze Oddziały Specjalne „Jerzyki” były samodzielną organizacją;

– organizacja ta nie należała do AK;

– „Jerzyki” współdziałały z AL, z AK i z Oddziałami Dywersyjnymi Partyzantki Sowieckiej;

– politycznie „POS – Jerzyki” były nastawione demokratycznie, co w dużej mierze utrudniło im wejście w skład AK;

– Jerzy Strzałkowski już w okresie okupacji był zwolennikiem reform, które po wojnie realizował Rząd Jedności Narodowej.

Taka rekomendacja otwierała wszelkie możliwości funkcjonowania w komunistycznej rzeczywistości i była gwarantem bezpieczeństwa dla ujawniających się „Jerzyków”. Niektórzy z nich, jak wspominał Jerzy Zabłocki ps. „Igor” otrzymywali propozycje pracy na „odpowiedzialnych stanowiskach w administracji państwowej”, a sam Zabłocki otrzymał z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego „ofertę współpracy w dziedzinie kontrwywiadu z zaznaczeniem, że odnosić się to będzie tylko i wyłącznie do Niemiec”. Należy przypomnieć, że był to czas, kiedy wielu żołnierzy AK, torturowanych i represjonowanych przez komunistyczne organy bezpieczeństwa: NKWD, Informację Wojskową i UB, zostało zmuszonych przejść do ponownej konspiracji, a tam rozpoczęło nierówną walkę. Dziś mówimy o nich jako o Żołnierzach Wyklętych, stawiamy za wzór gen. Augusta Fieldorfa ps. Nil i rotmistrza Witolda Pileckiego.

Jerzy Strzałkowski i jego podkomendni wybrali inną drogę. Od samego początku weszli w struktury administracyjne komunistycznej Polski, a poprzez działalność „pomnikową”, jak w przypadku Wołomina i Jerzysk, wypaczali historię.

Dziś, kiedy znamy tło i tę kompromitującą prawdę o „Jerzykach”, wyłania się organizacja, która formalnie wyrzekła się spuścizny Armii Krajowej i przedmiotowo traktowała jej symbolikę.

W wołomińskich realiach pojawia się potrzeba uhonorowania poległych i pomordowanych żołnierzy NSZ, których w latach 80. XX wieku nazwano „Jerzykami”. Do tego uhonorowania należałoby doprowadzić na wołomińskim cmentarzu i miejscu pamięci w Jerzyskach i trzeba to zrobić zgodnie z faktami historycznymi. Temu musi służyć podjęcie działań ukierunkowanych na zmianę napisów, aby fałszywe treści zastąpić prawdziwymi informacjami.

Jarosław Stryjek

Przedruk z www.fakty.wwl.pl

 
Michal Krupa