Prawda, a Mity

     7 marca z inicjatywy Klubu Gazety Polskiej w łochowskim Domu Kultury zostało zorganizowane spotkanie pt. „Prawda, a Mity - POS Jerzyki w Polskim Państwie Podziemnym”. Wiadomo, że organizacja Stowarzyszenie Żołnierzy „POS Jerzyki” od września 1982 roku jest współorganizatorem największych uroczystości patriotycznych w naszej gminie, które odbywają się co roku w Jerzyskach. Jak informowaliśmy we wcześniejszych artykułach na łamach Gazety Łochowskiej Klub GP rozpoczął dyskusję o okolicznościach tragicznych wydarzeń z 1944 roku w lesie pod Jerzyskami  trzy lata temu.

Wtedy  to gościliśmy na swoim spotkaniu Mirosława Widlickiego - członka Prezydium Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, dokumentalistę działań wojennych w rejonie Wyszkowa, Radzymina i Łochowa,  a obecnie przewodniczącego środowiska „Rajski Ptak” oraz „Burak” AK. Pomimo relacji w prasie spotkanie to, jak i wcześniejsze materiały Tadeusza Krupy w GŁ przeszło bez większego echa. Punktem przełomowym w dyskusji o wydarzeniach sprzed 71 lat stała się zeszłoroczna premiera książki wspomnieniowej Pawła Abramskiego, którego ojciec walczył w tamtym czasie pod Jerzyskami. Od tego momentu coraz więcej osób zaczęło interesować się tym tematem.

      Kolejny istotny moment dla tej sprawy to sierpień ubiegłego roku. Wtedy to na uroczystościach w Jerzyskach Mirosław Widlicki wygłosił swoje oświadczenie. Niezwykle przejęty, wypowiedział w nim: „…Trzeci pluton, który przeszedł pod rozkazy Armii Krajowej był plutonem: Narodowych Sił Zbrojnych z Wołomina. Trzeba było 32 lat, żeby w tym miejscu, padły te słowa. Wiele lat po wojnie, niektórzy żołnierze NSZ zapisali się do organizacji kombatanckiej „Jerzyków”. Wolni ludzie, mogą się zapisywać gdzie chcą, to ich sprawa. W 1944 roku  w Jerzyskach  - „Jerzyków” nie było…”. Te słowa już nie mogły pozostać bez komentarza, ponieważ padły nie w prywatnej rozmowie, ale w trakcie oficjalnych uroczystości. Znalazły swój oddźwięk w prasie regionalnej i na Sesjach RM w Łochowie. Pojawiły się zarzuty, że nie można wygłaszać takich opinii po przeczytaniu tylko jednej książki, bo dziś w zasadzie każdy może napisać co tylko zechce. Uznaliśmy je za nieuzasadnione bo sam Widlicki we wspomnianym oświadczeniu powoływał się na dokumenty. Dlatego zdecydowaliśmy, by zorganizować kolejne spotkanie. Tym razem z  historykami, którzy w oparciu o dostępne dokumenty dokładnie przeanalizują całą sprawę. O analizę zwróciliśmy się do Leszka Żebrowskiego, który badania na temat polskiego podziemia niepodległościowego w czasach II wojny światowej i po roku 1945 prowadzi od lat 80-tych. Na spotkaniu nie mogło zabraknąć też Jarosława Stryjka, który w latach 90-tych w dobrej wierze chciał napisać historię „Jerzyków”, ale po dotarciu do archiwów pomysłu swojego nigdy nie dokończył. Obydwaj panowie pozytywnie odpowiedzieli na naszą propozycję i na sobotnim spotkaniu przedstawili efekty swojej pracy. Jarek Stryjek w czasie prezentacji multimedialnej pokazywał skany dokumentów jakie pozyskał z archiwów IPN, które jednoznacznie wskazują, że „Jerzyki” w okresie powojennym tworzyli swoją legendę na bazie formacji, które w okresie komunizmu nie mogły się oficjalnie pokazywać. Tak też było ze środowiskiem wołomińskiego NSZ, gdyż do roku 1989 formacja ta miała przyklejoną przez propagandę komunistyczną etykietę kolaborantów z okupantem hitlerowskim. Kłamstwo „jerzykowców” rozpoczyna się od przekoloryzowania życiorysu ich dowódcy - Jerzego Strzałkowskiego, np według dokumentów w 1939 roku był on kapralem rezerwy, podniesionym jedynie na czas wojny do stopnia podporucznika. W kolejnych etapach swojej prezentacji Stryjek wykazywał fałsze i półprawdy jakie to środowisko wytworzyło na przestrzeni lat. W roku 1997 zmienili nawet swój statut, w którym dopisali tzw. scalenie z AK. Czemu nie przyznawali się do tego zaraz po wojnie? Warto podkreślić, że jednym z wielu elementów budowania mitu „Jerzyków” są publikacje. Na przestrzeni lat pojawiały się różne książki, materiały prasowe, a nawet prace magisterskie na ten temat. Wszystko po to, aby jeszcze bardziej uwiarygodnić się w przestrzeni publicznej.

      Jako kolejny głos zabrał Leszek Żebrowski, który sprawy środowisk kombatanckich zna bardzo dobrze, gdyż przez 10 lat pracował na stanowisku naczelnika komórki weryfikacji w Urzędzie do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, wykazując się niezwykłą starannością w sprawdzaniu przeszłości „udawanych weteranów”, których po 1945 roku zrobiło się dużo więcej niż żołnierzy w czasie II wojny światowej. Na kilku przykładach przedstawił jak to się wówczas odbywało. Najdalej w tym procesie posunęły się komunistyczne organizacje wojskowe: Gwardia Ludowa i Armia Ludowa, które od samego początku swojego istnienia były na usługach sowieckich służb. Co do samych „Jerzyków” Żebrowski stwierdził że organizacja taka istniała. Była jednak mała i miała bardzo ograniczony zasięg działania. Nie ma po niej jakichkolwiek materiałów, dokumentów, meldunków, raportów archiwalnych. Brakuje jej ewidencji osobowej, dokumentów z nadania pseudonimów i śladów z wykonywania zadań z jednostek nadrzędnych, bądź tych z którymi współpracowali. Nie ma też żadnego potwierdzenia w dokumentach niemieckich. Według niego nie jest możliwe, aby wszystko zaginęło. Tym bardziej że podobno to była tak duża formacja. Żebrowski po kolei podważał kolejne punkty z historii „Jerzyków” jakie widnieją pod tym hasłem na Wikipedii. W wielu przypadkach powodując uśmiech osób zebranych tego dnia na widowni. Podkreślał, że po fałszowaniu historii zawsze pozostają ślady. Nie są one jednak widoczne dla przeciętnego czytelnika, ale po dogłębnej analizie historyk może je precyzyjnie pokazać.

      Na spotkaniu obecny był też wspomniany wyżej Paweł Abramski, który opowiedział historię swojej wizyty z 2005 roku w Jerzyskach. Wówczas to wraz z ojcem, który właśnie tu zakończył swój szlak bojowy  nie mogli zrozumieć skąd tutaj „Jerzyki”? Z czasem ten stan rzeczy mu się powoli rozjaśnił.

      Jako ostatni głos zabrał Mirosław Widlicki. Zaprezentował on pismo skierowane w lutym tego roku przez Radę Ochrony Walk Pamięci i Męczeństwa do Burmistrza Łochowa - Mariana Dzięcioła. Jest ono odpowiedzią na prośbę Światowego Związku Żołnierzy AK o zajęcie przez Radę stanowiska w tej kwestii. Reprezentujący ten urząd Pan Adam Siwek odpowiadający za miejsca pamięci w całym kraju pisze:

„… W opinii Rady Ochrony Walk Pamięci i Męczeństwa, prośba Pana Prezesa Widlickiego znajduje uzasadnienie merytoryczne. Wobec powyższego proszę Pana Burmistrza o rozważenie uzupełnienia treści napisu pamiątkowego na pomniku w Jerzyskach o  wzmiankę na temat współdziałania żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z oddziałami Armii Krajowej podczas walk w sierpniu 1944 r”.

Dokument o podobnej treści ROWPiM wydała w 1997 roku, ale niestety nic się od tamtej pory nie zmieniło.

      Klub GP dziękuje dyrekcji i pracownikom MiGOK Łochów za udostępnienie sali i możliwość zorganizowania tego wydarzenia. Na koniec pozwolę sobie na jeszcze jedno wyjaśnienie. Biorąc pod uwagę wiek przewodniczącego Stowarzyszenia Żołnierzy POS Jerzyki Pana Jerzego Broszkiewicza jak i zawartość prezentowanych na spotkaniu materiałów celowo nie zapraszaliśmy na nie przedstawiciela tej organizacji. Historia ta jest bardzo skomplikowana. Naszym zdaniem na uroczystościach w Jerzyskach jest miejsce dla AK, NSZ  i dla „Jerzyków”. To dzięki nim pamiętamy o tej bitwie, w lesie pod Jerzyskami stoi pomnik, a żołnierze NSZ w latach powojennych mieli zapewniony parasol ochronny przed komunistycznymi represjami, a ponadto możliwość uprawnień kombatanckich. Niestety wolna Polska bardzo często pada ofiarą dawnego systemu. Podobnie jest i w tym przypadku, ale na prawdę nie można się obrażać. Mamy nadzieję, że pomimo całej zawiłości tej sprawy jest szansa na szczęśliwy jej koniec. 

      Warto zaznaczyć, że w spotkaniu uczestniczyli również senator RP, Maria Koc i Burmistrz Łochowa, Marian Dzięcioł.

 

                  Robert Gołaszewski 

 
Michal Krupa