Jerzyska – niedomówienia, cz. II

                Wokół bitwy pod Jerzyskami stoczonej w połowie sierpnia 1944 roku w ramach akcji „Burza” narosło wiele nieporozumień. Na dodatek w  tym czasie do naszych terenów w bardzo szybkim tempie zbliżał się front wschodni. W pierwszej części tego artykułu przytoczyliśmy materiał nadesłany do redakcji w pierwszych dniach grudnia ub. r. przez Jerzego Broszkiewicza.

Dwa tygodnie później od Mirosława Widlickiego otrzymaliśmy materiał, będący niejako odpowiedzią na treści zawarte w piśmie p. Broszkiewicza, a które dotarły do Widlickiego poprzez Światowy Związek Żołnierzy AK Warszawa-Wschód (własnoręcznie dostarczone przez p. Broszkiewicza). Widlicki ustosunkowując się do tego materiału pisze:

Ponieważ wszystkie 4 załączniki są autorstwa żołnierza obwodu "Rajski Ptak” Pana Tadeusza Kurowskiego, chciałbym wyjaśnić kilka spraw dotyczących tych dokumentów. W dokumentach tych Pan Tadeusz Kurowski podpisuje się: Komendant obwodu ,,Rajski Ptak”, Radzymin ŚŻŻAK. Bardzo dobrze znałem

Pana Tadeusza od kilkudziesięciu lat. Nasze stosunki były przyjacielskie, choć dzieliło nas dwadzieścia kilka lat. W ostatnich latach życia w Aninie i potem w Domu Kombatanta byłem mu, poza rodziną, chyba najbliższą osobą, na pewno ze środowiska AK-owskiego.

Należę do drugiego pokolenia AK-owskiego. Ale wychowywałem się w licznym środowisku –wychowanków podchorążych mojego Ojca z 79 pp 20 DP, oraz w środowisku żyjących oficerów i żołnierzy Armii Krajowej obwodu „Rajski Ptak”. Moim teściem był (zmarł 2 lata temu) z-ca oficera broni i zbrojmistrz obwodu „Rajski Ptak” Tadeusz Balcerkiewicz „Bączek”, a moim ojcem chrzestnym - dowódca AK na ziemi wyszkowskiej Mirosław Wyszyński „Dołhun”. Jak powiedział rtm/ppłk Jan Powierża „Budzin” – również jeden z oficerów „Rajskiego Ptaka” na ziemi łochowskiej, i przyjacie1 naszego domu: …. „Mirek (Widlicki - MW) wie więcej

ode mnie, bo poza tym co zostało spisane, to jeszcze zbiera od nas i naszych żołnierzy relacje ustne, z których dowiaduje się więcej niż my wiemy.”

Jeszcze w latach osiemdziesiątych ub. wieku, gdy powstawało Środowisko Żołnierzy Obwodu „Rajski Ptak”, niepisanym ale bez protestów przyjętym Przewodniczącym tego Środowiska został por/kpt. Mirosław Wyszyński „Dołhun”, choć nie był oficerem o najwyższym stopniu z żyjących. Aby tej funkcji dodać splendoru i znaczenia wielu, szczególnie szeregowych żołnierzy AK tytułowało „Dołhuna” (choć wtedy jeszcze rzadko) – Komendantem. Kiedy na początku lat 90 tych zmarł kpt. Wyszyński, bez żadnych wyborów czy oficjalnych nominacji, ale przy aprobacie wielu żyjących oficerów z czasu okupacji, w rolę Przewodniczącego Środowiska wcielił się będący zwykłym żołnierzem w AK (po szkole młodszych dowódców) - Tadeusz Kurowski. Szczególnie w swoim środowisku, w Tłuszczu tytułowany był Komendantem. Pan Tadeusz Kurowski zmarł w ubiegłym roku. Na pogrzebie w Postoliskach byłem w kilkuosobowej delegacji ze sztandarem okręgu ŚZŻAK i nad mogiłą też go żegnałem tytułem „Komendant”.

Ponieważ istnieje jeszcze pięć kół „Rajskiego Ptaka”, decyzją prezesa okręgu – ja zostałem koordynatorem czyli przewodniczącym tego środowiska (jako pierwszy nie kombatant) po panu Tadeuszu Kurowskim. Tyle tytułem może zbyt długiego, ale koniecznego wstępu.

Tytuł Komendant Obwodu „Rajski Ptak” – widniejący w podpisach załączników sugeruje, że jest to dowódca okupacyjny, który swoim wysokim stanowiskiem wojskowym i funkcją rozstrzyga o wszystkich sprawach, które maja miejsce na terenie działania Obwodu „Rajski Ptak” i ma najszerszą wiedzę na temat tego kto i jakie organizacje działały na jego terenie.

Otóż przy całej mojej sympatii do Pana Tadeusza Kurowskiego muszę powiedzieć, że w tym przypadku jest to tytuł w cudzysłowie, czysto grzecznościowy, raczej honorowy. Pomimo naszej dobrej znajomości, czasem różniliśmy się w ocenie niektórych wydarzeń, m.in. tych dotyczących bitwy pod Jerzyskami. Pan Tadeusz, w okupację szeregowy żołnierz, mógł znać najbliższe swoje środowisko w Tłuszczu. Na tym polegała konspiracja, że każdy miał wiedzę tylko niezbędną. Ze swoimi kolegami z Wołomina poznał się po wojnie i to wiele lat, a o tym co działo się w Wołominie wiedział z ich powojennych relacji.

Ja swoją wiedzę, dawniej czerpałem od Ojca (ostatniego dowódcy Ośrodka IV Leśnonadburzańskiego: Łochów, Jadów, Kamieńczyk, Zabrodzie) i przyjaciół naszego domu – oficerów „Rajskiego Ptaka”, m.in. wymienionych w drugim dokumencie: „Oświadczenie…” – ppłk. „Luśni”, ppłk. „Szczapy” i ppłk. „Budzina” i wielu innych. W późniejszym czasie wyszły książki, a dziś potwierdzają wiele spraw bezdyskusyjne dokumenty.

Z rozmów z wszystkimi trzema w/w oficerami wiem, a znałem ich wiele lat, że o Telesforze Badetce „Wiktorze” – dowódcy plutonu NSZ z Wołomina, mógł jedynie słyszeć, ale na pewno go nie znał – ppłk Estkowski, nie wiedząc o jego przynależności organizacyjnej (był kilka razy na uroczystościach w Jerzyskach). A całą swoją wiedzę na temat grupy wołomińskiej opierali na relacji Jerzego Świrczaka „Romeusa” spisanych w dobrej wierze przez prof. Stanisława Grzybowskiego (książka „Nadzieja z tamtych lat”).

Świrczak po wojnie wstąpił do środowiska „Jerzyków”, przyjął tam odznaczenia i awanse (w czasie PRL-u, środowisko „Jerzyków” cieszyło się dziwną przychylnością władz. Ale wtedy nie wspominali o swojej przynależności do AK) i wyparł się swojej NSZ-owskiej przeszłości, do której w 1945 roku, w łagrze w Stalinogorsku przyznał się mojemu ojcu – dowódcy ośrodka na którego terenie znajdują się Jerzyska. Spotkali się ponownie w 1982 r. na odsłonięciu pomnika w Jerzyskach, ale Swirczak nosił już opaskę „Jerzyków”.

Dowódca „Jerzyków” Jerzy Strzałkowski był w Jerzyskach w 1982 r. (robiłem zdjęcia na tej uroczystości) w stopniu pułkownika. W 1944 r. w Kampinosie był podporucznikiem, dwudziestym którymś co do rangi oficerem Zgrupowania Kampinos. Pięciu oficerów „Rajskiego Ptaka” obecnych na tej uroczystości, miało wtedy stopnie takie same jak w 1944 r. – bez komentarza!!!

Co do załącznika „Schemat Organizacyjny 32 pp AK w akcji „Burza” – to jeśli w lewej kolumnie, czwartym od góry prostokącie wykreślimy tylko jedno słowo” „Jerzyków”… (wprowadzone przez prof. Stanisława Grzybowskiego w swojej książce, na podstawie relacji opisanego już Świrczaka) to pod tym schematem mogę się podpisać jako prawdziwym i zgodnym z wszystkimi dokumentami.

Pod własnoręcznym podpisem p. Widlicki umieścił post scriptum:

To był komentarz na temat załączników do pisma Stowarzyszenia POS „Jerzyki” AK.

Dla władz Łochowa jedynym miarodajnym i obowiązującym dokumentem jest opinia Sekretarza Generalnego (w randze ministra) Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Do pisma p. Widlicki dołączył dwa dokumenty:

1)       Pismo do p. Burmistrza Łochowa z dn. 24.07.1998 r.

2)       Załączona do pisma opinia Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, podpisana przez Sekretarza Generalnego z dn. 21.07.1997 r.

 Poniżej przytaczamy obydwa z ww.:

Pan Burmistrz Miasta Łochowa

Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych w załączeniu przesyła opinię Rady Pamięci Walk i Męczeństwa stwierdzającą jednoznacznie, że żołnierze polegli w sierpniu 1944 r. pod Jerzyskami byli żołnierzami NSZ.

Obecnie zbieramy środki finansowe na renowację i przywrócenie napisów na pomniku zgodnie z prawdą historyczną.

Pismo podpisane przez Wiceprezesa Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, Zarząd Główny Jerzego Nachtmana.

Opinia Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa z 21 lipca 1997 r. skierowana do Jerzego Nachtmana,

Zarząd Główny Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych:

W odpowiedzi na Pańskie pismo z dnia 18 kwietnia br., a także nawiązując do późniejszej korespondencji dotyczącej tablicy upamiętniającej żołnierzy Polski Podziemnej poległym 18 sierpnia 1944 r. pod Jerzyskami koło Łochowa, pragnę uprzejmie poinformować co następuje.

Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa uzyskała w powyższej sprawie opinie merytoryczne dwóch historyków dziejów najnowszych, Panów Andrzeja K. Kunerta i Leszka Żebrowskiego – specjalisty w zakresie działań organizacji związanych z ruchem narodowym. W oparciu o nie, oraz po uwzględnieniu całości dokumentacji sprawy, Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa nie wnosi zastrzeżeń do koncepcji umieszczenia nowej wersji tablicy upamiętniającej żołnierzy Polski Podziemnej poległych 18 sierpnia 1944 r. pod Jerzyskami, określającej ich przynależność organizacyjną jako Narodowe Siły Zbrojne walczące w ramach akcji „Burza” w szeregach Armii Krajowej.

Do wiadomości:

Pan Jan Stokowiec, Przewodniczący Stowarzyszenia Żołnierzy POS „Jerzyki”

Opinię podpisał Sekretarz Generalny (ranga ministra) Andrzej Przewoźnik.

Od Red.: Jesteśmy w stanie zrozumieć motywy działań p. Broszkiewicza odnoszące się do wydarzeń sprzed 70 lat głównie na podstawie wypowiedzi ś.p. Tadeusza Kurowskiego. Jednak nie rozumiemy zupełnego przemilczenia przez niego pamiętnika spisanego przez Tadeusza Abramskiego „Szaruga”, Akowca, uczestnika w większości akcji zbrojnych przeprowadzonych przez ośrodek „Wyszków”, a potem „Radzymin”, dowódcy plutonu wchodzącego w skład kompanii dowodzonej przez ppor. „Rafała” Kajetana Fijałkowskiego, w którym autor wielokrotnie wymienia pluton Narodowych Sił Zbrojnych z Wołomina prowadzony przez Telesfora Badetkę „Wiktora”, który to pluton na kilka dni przed bitwą pod Jerzyskami dołączył do kompanii Armii Krajowej dowodzonej przez Kajetana Fijałkowskiego „Rafała” jako odrębny podmiot, formacja. NSZ-owski pluton „Wiktora” - najlepiej dozbrojony i przeszkolony - w bitwie pod Jerzyskami złożył największą daninę krwi. (Otoczenie  partyzantki polskiej przez Niemców miało miejsce bliżej wsi Kaczeniec niż Jerzyska). Abramski w swoich pamiętnikach (fragmenty publikowaliśmy w ub. roku na łamach GŁ w sześciu odsłonach) ani razu nie wspomina o POS „Jerzyki”, gdyż najzwyczajniej w świecie, oddziału tego w rejonie działania obwodu, ośrodka, placówki:  Radzymin, Wołomin, Tłuszcz, Jadów, Łochów, Kamieńczyk – nie było. Abramski miał dosyć szeroką wiedzę co do lokalizacji wojsk podziemia polskiego znajdujących się w rejonach ww. wymienionych, pozyskaną od sztabowców. W pewnym momencie zastępował Fijałkowskiego.

Na klika dni przed bojem pod Jerzyskami do kompanii „Rafała” dołączyli przecież i Rosjanie z Armii Czerwonej, ale nikomu nie przychodzi do głowy, by określić ich, że stali się Akowcami. Nie rozumiemy (tzn. rozumiemy) dlaczego NSZ-owcom odbiera się cześć i na dodatek robią to „koledzy z lasu”.

 
Michal Krupa