Czy nic się nie stało?

13 grudnia członkowie Łochowskiego Klubu Gazety Polskiej byli uczestnikami „Marszu w Obronie Demokracji i Wolności Mediów”. Tłumy ludzi z całego kraju zjechało tego dnia do Warszawy, aby oddać hołd ofiarom stanu wojennego i zaprotestować przeciwko kompromitującej organizacji wyborów samorządowych. 16 listopada okazało się bowiem, że państwo polskie po raz kolejny nie zdało egzaminu. Nie potrafiło się ono wywiązać ze swojego podstawowego obowiązku, jakim jest organizacja uczciwych wyborów.

Paraliż systemu informatycznego, ogromna ilość głosów nieważnych,  brak kart do głosowania w wielu miejscach, duża różnica pomiędzy badaniami exit poll, a pojawiającymi się wynikami - to tylko niektóre fakty, które mocno niepokoją społeczeństwo. Zdarzały się też sytuacje wręcz kabaretowe, jak na przykład w Szczecinie, gdzie w wyborach na prezydenta miasta system PKW wskazał człowieka, który w ogóle o to stanowisko się nie ubiegał. W  woj. świętokrzyskim w powyborczy wtorek PKW podało szczątkowe wyniki /z 80% obwodów/ według, których PSL zdobyło tam prawie 50% mandatów. Można by nawet taką informację przyjąć za prawdziwą, gdyby nie fakt, że następnego dnia Wojewódzka Komisja Wyborcza w Kielcach poinformowała, iż nie wysłała żadnego protokołu do PKW, ponieważ cały czas czekała na komplet dokumentów. Do rangi symbolu tych wyborów urosło zdjęcie urny wyborczej przerobionej z kosza na śmieci w jednej z komisji. Przykładów na bałagan wyborczy w całym kraju jest o wiele więcej i niemożliwym jest je tu wszystkie wymienić.

                W tej sytuacji warto sobie zadać pytanie – czy był to zwykły bałagan spowodowany nieudolnością wielu osób ? A może celowa manipulacja ? Jeśli to pierwsze to czemu 5 grudnia posłowie koalicji PO-PSL już w pierwszym czytaniu odrzucili projekt zmian Kodeksu Wyborczego autorstwa Prawa i Sprawiedliwości, który przewidywał m.in. monitoring  w lokalach wyborczych i przezroczyste urny?  Czy w takiej sytuacji można wybory uznać za rzetelne ? Władza twierdzi, że tak, a osoby, które mają odwagę to podważać nazywa – szaleńcami, którzy chcą podpalać Polskę. Czyż nie podobnie określano działaczy Solidarności w czasach PRL?  Podobieństw do poprzedniego systemu jest więcej. Po raz kolejny ze strony osób odpowiedzialnych za ten stan rzeczy usłyszeliśmy słynne stadionowe hasło – „Polacy nic się nie stało” i jak zwykle w takim wypadku – nikt za to nie odpowiada. Przecież sędziów PKW, ktoś wyznacza, ktoś rekomenduje, ktoś decyduje o systemie informatycznym, a za tym – ktoś – stoją przecież konkretne nazwiska i formacje polityczne.

                Organizatorzy Marszu w swojej deklaracji ideowej dali wyraz temu, iż w poczuciu odpowiedzialności za państwo nie godzą się na niszczenie  w ten sposób polskiej demokracji. Mimo olbrzymiej nagonki medialnej na kilka dni przed grudniową demonstracją poparło ich swoim udziałem blisko 100 tysięcy uczestników, którzy tego dnia całe Aleje Ujazdowskie zamienili w morze biało-czerwonych flag. W trakcie przemarszu jego uczestnicy śpiewali pieśni patriotyczne i wykrzykiwali hasła, w których domagali się uczciwych wyborów i wolności w mediach. Warto podkreślić, że tak ogromna manifestacja przeszła od Placu Trzech Krzyży pod Belweder bez najmniejszych incydentów co pokazuje doskonałą jego organizację i odpowiedzialność jego uczestników. Co po Marszu ? Trudno powiedzieć. W tym roku mamy szansę na zmiany. Mamy przecież wybory prezydenckie i parlamentarne.  Od tego jaki będzie ich przebieg i rezultat zależy nasza przyszłość. Niestety 50%  obywateli w nich nie uczestniczy. Dlaczego? Jedni nie mają zaufania do swojego kraju, bo nie daje im perspektyw. Inni tracą wiarę w zmianę na lepsze, a jeszcze inni opuścili swój kraj w poszukiwaniu godnego życia za jego granicami. Coraz częściej spotykamy znajomych, których dzieci, sąsiedzi czy przyjaciele są albo myślą o emigracji. Dla jednych jest to konieczność, a inni mówią o tym, jak o zjawisku normalnym. Z mediów dostajemy sygnały, że idziemy ku lepszemu. Skoro jest tak pięknie to czemu mamy obecnie największą emigrację od 100 lat? Ci, którzy to zauważają i mają wiarę w zmiany 13 grudnia wyszli na ulice Warszawy. Można mówić i pisać o olbrzymim sukcesie tej manifestacji, ale czy wobec tego wszystkiego, co się od kilku lat w Polsce dzieje nie powinno być nas tam, co najmniej milion ? Niech każdy sobie sam odpowie na to pytanie. Dobrego roku.

          Robert Gołaszewski

 
Michal Krupa