Był Pan Mistrzem

       W styczniu br. minęło dokładnie dwa lata od śmierci wybitnego, znanego nam wszystkim aktora i reżysera – Krzysztofa Kolbergera. Aktor teatralny i filmowy, niekwestionowany autorytet w środowisku artystycznym, odznaczony wieloma prestiżowymi nagrodami. Zmarł na raka nerki, 7 stycznia 2011 roku.

       Powiedzą niektórzy: „przegrał z nowotworem”. Nie przegrał. Wygrał. Walczył do końca. A to cecha zwycięzców. Odszedł. Po prostu.

       Dziś wielu ludzi ma problem z byciem sobą. Krzysztof Kolberger tego problemu nie miał. Zachwycał naturalnością. Zadziwiał spokojem. Skupieniem. Nieprawdopodobnym taktem i kulturą bycia. Niezwykle wrażliwy na słowo. Na drugiego człowieka.

       Są ludzie, którzy przez życie idą, chowając głowę w piasek. Ze wzrokiem wbitym w ziemię. On do nich nie należał. Szedł z podniesionym czołem. Mężnie. Odważnie. A nade wszystko godnie. Godność tę, chciałoby się powiedzieć, miał wypisaną na twarzy. Opowiadał, że gdy podczas jednego z pobytów w szpitalu, przywitał lekarza słowami: „Witam mistrza”, ten odpowiedział: „To pan, panie Krzysztofie, jest mistrzem. Mistrzem w chorowaniu”. Naturalnie, chodziło o godność. O sposób przyjmowania cierpienia. Radzenie sobie z nim. Wychodzenie chorobie naprzeciw.

       Na kilka lat przed śmiercią, o swoim byciu na scenie, o aktorstwie powiedział: „Mój zawód to nie tylko zarabianie, a może w ogóle nie chodzi o zarabianie... Starałem się całe życie zawodowe, a pracuję już trzydzieści pięć lat, przyjmować role nie ze względu na to, że ktoś mi dobrze za to zapłaci, tylko, że coś w tym znajdę interesującego dla siebie” (wypowiedź dla TVN24, 29 stycznia 2006).

       Być człowiekiem, to nie takie proste. Być człowiekiem n a p r a w d ę, to niewyobrażalnie trudne. Krzysztof Kolberger był. I uczył tej sztuki również nas. Uczył, jak człowiekiem się stawać.

 

Katarzyna Szkarpetowska

 
Michal Krupa