Wybory okiem obserwatora

                Wybory samorządowe za nami, ale emocje nie maleją, dyskusje nie milkną. Zastanawiam się dlaczego tak jest, czy można było temu przeciwdziałać, kto za to wszystko odpowiada i wreszcie - może najbardziej kontrowersyjne pytanie - czy wybory, a właściwie - wyniki wyborów - są uczciwe  i czy oddają wolę wyborców.

                Nie będę się kusił o odpowiedź na powyższe pytania w skali całego kraju, ale mogę to przedstawić w oparciu o swoje doświadczenie na podstawie udziału w  komisji obwodowej nr 9 w Łochowie (dla Barchowa i Budzisk) mającej siedzibę w gimnazjum, w której byłem mężem zaufania z ramienia PIS, gdyż o dziwo - po wylosowaniu składów komisji nie znalazł się w niej żaden przedstawiciel z tego komitetu. Dla mnie było to wielkie, nowe, ciekawe i ubogacające doświadczenie. Poznałem nowych, ciekawych ludzi, a po drugie uzyskałem własny, empiryczny punkt odniesienia do wszystkiego co się działo i dzieje wokół sprawy wyborów, czym chciałbym się z Państwem podzielić

:

W skład tej komisji weszło 9 osób. Uprawnionych do głosowania było 1025, a głosowało 437 czyli 42,63%. Nie jest moim zamiarem podawanie i ocena szczegółowych wyników, które są powszechnie dostępne, chciałbym jedynie odnieść się do pewnych zaobserwowanych przeze mnie zjawisk.

Głosowanie odbywało się w dobrej i spokojnej atmosferze. Nie zauważyłem żadnych ekscesów. Niemniej, niektórzy twierdzili, że brak jest wyraźnych oznaczeń i informacji, a inni mylili komisje. W jednym przypadku ktoś trafił dopiero za trzecim razem pod właściwy adres. Może to nieco dziwić, gdyż od wielu lat ten obwód wyborczy nie uległ zmianie. Z kolei nowością było to, że obok, w liceum utworzono inną komisję, co powodowało, że wyborcy je mylili. Na szczęście dość łatwo dało się wszystko wyjaśnić.

Frekwencja do południa nie była zbyt wysoka i wynosiła według moich notatek około 12%. Odniosłem wrażenie, że częściej głosowali mieszkańcy Barchowa. Zapewne związane było to z uczestnictwem w porannych Mszach Świętych i trwało do godz. 14.00. Wtedy to dotarł autobus z grupą kilkunastu mieszkańców Barchowa. Później zaczęli dominować mieszkańcy Budzisk. Z tej miejscowości również zorganizowany był dowóz autokarowy - w sumie trzy razy, chociaż ostatnim wieczornym kursem nikt już nie dotarł. Frekwencja z tych dwóch miejscowości była na podobnym poziomie.

Prawdopodobnie najciekawszy dla mieszkańców (obok wyboru na stanowisko burmistrza) był wybór radnego do Rady Miejskiej. W szranki stanęło troje kandydatów: mieszkańcy Budzisk - Pani Małgorzata Grażyna Getka i Pan Ryszard Gajewski oraz Pan Zbigniew Jarzec z Barchowa – radny i sołtys tej miejscowości. Stosunkiem głosów 184 do 166 wygrał Pan Zbigniew Jarzec ze swym głównym rywalem Panem Ryszardem Gajewskim. Pani Małgorzata Grażyna Getka uzyskała 72 głosy. Sumarycznie więc to kandydaci z Budzisk uzyskali więcej głosów, ale jednostkowo wygrał ponownie kandydat z Barchowa.

W trakcie głosowania obserwowałem, że wielu wyborców nie bardzo wiedziało jak i na kogo głosować zwłaszcza do sejmiku i do powiatu – byli tacy, którzy wnikliwie przeglądali wszystkie listy. Może to świadczyć, że przychodząc na głosowanie nie mieli sprecyzowanego stanowiska, bądź – co równie prawdopodobne – nie mogli odnaleźć własnego kandydata na kartach wyborczych. Niestety, bardzo wielu było też takich, którzy oddali nieważny głos - jak się wydaje wbrew własnym intencjom. Oczywiście, nie widziałem jak i na kogo oddawane były poszczególne głosy, ale dało się zauważyć, że wyborcy pieczołowicie stawiali swoje głosy na każdej stronie w broszurkach - zarówno do powiatu jak i do sejmiku. Wzbudziło to mój niepokój i chciałem zareagować, ale członkowie komisji twierdzili, że nie możemy ingerować w to, jak głosują wyborcy. Oczywiście musiałem się z tym zgodzić. Zwróciłem więc większą uwagę na to, jaka była informacja komisji o tym – w jaki sposób wyborcy powinni oddać ważny głos. Otóż na początku członkowie komisji informowali, że należy „na każdej karcie do głosowania postawić znak X”, ale po pewnym czasie – obserwując jak głosują mieszkańcy – komisja informowała, że „należy oddać jeden głos na każdy kolor karty”. Trudno powiedzieć, czy i na ile miało to wpływ na ważność głosów, ale ilość nieważnych głosów, mimo wszystko, była bardzo duża.

Okazało się, że głosów nieważnych do sejmiku było aż 97 - co stanowi 22,20% oddanych głosów. Niestety - co zastanawiające - jeszcze gorzej wyszło w głosowaniu do powiatu, bowiem głosów nieważnych zliczono - 103 (23,57%) spośród wszystkich głosujących. I tu również okazało się, że wyborcy zakreślali kandydatów z więcej niż jednego komitetu. Były też karty, na których nie dokonano żadnego wyboru. Kolejnym błędem wyborców było takie zaznaczenie, które nie było uznawane jako ważne, gdyż nie było znaku krzyżujących się linii. Stąd np. tzw. odhaczenie „v” było nie ważne, nie potrafię tu jednak powiedzieć, czy podobnie postępowały inne komisje obwodowe. Komisja, w której byłem mężem zaufania, i na ile udało mi się to zaobserwować, konsekwentnie przyjęła właśnie taką interpretację. W moim odczuciu wynikało to z braku doinformowania wyborców, że jedyną ważną formą głosowania jest znak „x”.

Po zamknięciu lokalu (godz. 21.00) przystąpiono do zliczania głosów. Na początku sprawdzenie plomb na urnie, a potem wysypanie wszystkich kart na stoły – nie było to wcale takie łatwe – urna była niemal pełna. Po czym przystąpiono do sortowania karty według kolorów (rodzaju wyborów). Następnie przeprowadzono proces weryfikacji prawidłowości oddanych głosów. I tu duże zaskoczenie dla całej komisji, gdyż tych nieważnych głosów było bardzo dużo – szczególnie do powiatu i do sejmików. Zwłaszcza te ostatnie były trudne do weryfikacji, gdyż jedna karta (w kolarze niebieskim) składała się z kilkunastu kartek i dla prawidłowej weryfikacji należało obejrzeć każdą stronę. Niestety, na wielu z tych nieważnych kart były zaznaczenia na każdej ze stron. Przy takich kartach wystarczyło sprawdzić, że było co najmniej dwa znaki i już należało głos uznać za nieważny. Były jednak też i takie karty, w których nie zaznaczono nic, ale można to było jednoznacznie stwierdzić dopiero po przejrzeniu wszystkich stron.

Po wyodrębnieniu głosów ważnych nastąpiło liczenie z podziałem na komitety i poszczególnych kandydatów, co było żmudną czynnością mimo, iż liczących było wielu. Każdy z liczących musiał, wyselekcjonowane przez siebie głosy, przydzielić do list zbiorczych (protokołów). Łącznie było aż 40 kandydatów do powiatu i 170 na 14 listach do sejmiku. Po zliczeniu głosów zweryfikowano, czy wszystko się zgadza w odniesieniu do listy z podpisami jakie zostały złożone przez wszystkich głosujących.

Ostatecznie, na cztery komitety, które startowały do powiatu, w obwodzie tym oddano głosów: PIS – 180, Wspólny Powiat (PSL) – 99, Współpraca i Rozwój (PO) – 34  i Razem-dla-Gminy-Miasta-i-Powiatu (SLD) – 21. Natomiast do sejmiku wojewódzkiego: PIS – 136, PSL – 99 głosów, PO – 71, SLD – 10. Pozostałych 10  komitetów osiągnęły poniżej 6 głosów.

Następnie dane z protokołów były wprowadzane do komputera i osobno przesyłane dalej. Tu wystąpiła pierwsza trudność, po wprowadzeniu dwóch protokołów system komputerowy przestał działać. Trzeba było szeregu dalszych prób, żeby około północy wysłać kolejne raporty. Wprowadzone do systemu protokoły, po wydrukowaniu, zostały podpisane przez wszystkich członków komisji.

Dodam też, że przy tak dużej ilości danych nietrudno o pomyłkę. Powtórne liczenie głosów uznanych już za nieważne wykazało jednak, że dwa spośród nich były głosami ważnymi. Powyższe pokazuje za słuszne konieczność wielokrotnego sprawdzania głosów, wymaga to jednak dużo czasu i cierpliwości od członków komisji, co po tylu godzinach pracy nie jest łatwe.

Protokoły zostały wywieszone, a wszystkie karty do głosowania (tak ważne jak i nieważne) zostały zapakowane, podpisane i oplombowane, po czym złożono je w workach, które miały zostać przewiezione do komisji gminnej. W tym momencie uznałem, że moja rola – rola męża zaufania dobiegła końca.

                Podsumowując, uważam, że powoływanie takich osób do uczestnictwa przy pracach komisji jest potrzebne i słuszne. Bezsprzecznie wpływa to na większą transparentność wyborów. Dlatego też, zachęcam wszystkich wyborców do czynnego zaangażowania się w kolejnych wyborach.

 

                Jerzy Kosiorek

 
Michal Krupa