Ludzie listy piszą

Podziękowanie za dalsze życie

 

Mam 86 lat, jestem repatriantką z Odessy, mieszkam w Łochowie. W nocy z 31 sierpnia na 1 września 2014 r. obudziłam się o godz. 2.30 z braku powietrza. Nie mogłam oddychać. Myślałam, że przyszedł koniec mojego życia.

Mój wnuk wyjeżdżając z dziećmi nad morze do Bułgarii, zostawił mi karteluszek z informacją nr telefonu 999 (pogotowie). Zadzwoniłam pod ten numer i powiedziałam, że jestem sama i jak się czuję. Powiedziano mi, że mam otworzyć drzwi z klucza i czekać. Przygotowałam „aktówkę” ze swoimi dokumentami ze szpitali (po złamanej nodze) i chyba za 10 minut przyjechała ekipa pogotowia ratunkowego - myślę że z Łochowa. Dostałam momentalnie pomoc (zastrzyki, itd.).

Nie pozwalając mi się ubrać, narzucili na mnie szlafrok i zabrali do karetki, wioząc do szpitala w Węgrowie. (W szpitalu tym 10 lat temu na zawał serca zmarł mój mąż.) Zaczęłam protestować, że nie chcę w nim zostać, mam przykre wspomnienia, itp. Na moje słowa zareagował lekarz, który w karetce udzielał mi pomocy. Wyjaśnił mi, że albo mam mu zaufać i wszystko będzie dobrze, albo odwożą mnie do domu. Nabrałam do niego zaufania. Teraz widzę, że warto było. Jestem mu bardzo wdzięczna za dalsze leczenie i wysłanie na dalsze badania do szpitala w Siedlcach (ul. Poniatowskiego), gdzie dalej byłam leczona. Ostatnim moim przystankiem było hospicjum w Siedlcach, w którym przyszło mi być pacjentką kilka dni.

Chciałam serdecznie podziękować, zarówno lekarzowi w Węgrowie, jak i lekarzowi w Siedlcach, za bardzo dobre i serdeczne podejście do mnie. Jestem im wszystkim bardzo wdzięczna, że mogę chodzić samodzielnie, wychodzić na krótkie spacery, cieszyć się życiem, normalnie funkcjonować.

Warto uświadomić sobie, jak ważna jest szybka pomoc osobie chorej, a tym bardziej osobie starszej, samotnie mieszkającej, jak ważne jest otwarcie się na drugiego człowieka.

Czułam, że muszę tym ludziom podziękować, gdyż dzięki nim mam jakby dalsze życie.

 

                Irena Podpaniuk

 
Michal Krupa