Reminiscencji - cz. II

- Chłop tak na wsi nie żył, jak żył dwór.

       Pan Kazimierz Bala, 95 lat, bodaj najstarszy mężczyzna w promieniu kilku kilometrów wokół Zawiszyna postanowił podzielić się z nami swoją wiedzą i wspomnieniami. Część pierwsza „Reminiscencji” ukazała się w poprzednim numerze GŁ. Rozmowę przeprowadzili: Krzysztof Chorzewski (K.Ch.), Jakub Mróz (J.M.), Adam Gąsior (A.G.).

K.Ch.: A wie pan może, jaki los spotkał rodzinę Kurnatowskich po 1944 r.?

K.B.: Jednej córce udało się uciec do Londynu, a druga, młodsza zatrzymała się i schroniła w Warszawie
z ojcem. Już nigdy nie udało im się powrócić na te tereny.

J.M.: W czyje ręce trafił dwór, skoro poprzedni właściciel nie miał już do niego praw?

K.B.: Wszystko przeszło w ręce gminy.

K.Ch.: Czy okres świetności dworu zakończył się w wraz z II wojną?

K.B.: Właściwie po bolszewikach dwór przestał funkcjonować, później, jak władzę przejęła partia, to niby próbowali coś tam robić, ale to im nie wychodziło.

J.M.: Czy upadek, o którym pan mówił, dotyczy wszystkich majątków w okolicy, czy może był jakiś, który się wyłamał i jednak działał?

K.B.: Nie, wszystkie niemal folwarki przestały funkcjonować w takiej formie jak dawniej, głównie też dlatego, że zostały z nich niemal same ruiny.

J.M.: Kiedy wypowiadał się pan na temat dworu w Łochowie, to z Pana słów wynikało, że zarówno mieszkańcom, jak też najemnym pracownikom niczego nie brakowało. Chciałbym więc zapytać czy podobnie było w Jadowie?

K.B.: Jeśli chodzi o Jadów to też dobrze gospodarowali, mieli piękne stawy, swoje ryby, było wyznaczone kilka rodzin, które tego pilnowały, i chyba ze 3 dworskie domy, w których mieszkali. Dostał tam też dom pewien lekarz o nazwisku Wiśniewski, a poza tym wybudowano w Jadowie piękny szpital.

J.M.: Jest pan w stanie określić, w którym miejscu się on znajdował?

K.B.: Mniej więcej tam, gdzie teraz jest nowa przychodnia zdrowia.

A.G.: A czy okoliczne dwory ze sobą współpracowały w jakiś sposób?

K.B.: Tak, musieli współpracować, bo to było jedno gospodarstwo, a sam hrabia Zamoyski miał 18 folwarków.

K.Ch.: W Zawiszynie była bażantarnia. Dlaczego hodowano tam bażanty?

K.B.: Dla przyjemności. Przyjeżdżali goście z zagranicy, a że każdy gajowy miał kilku myśliwych na swoim stanowisku, to urządzano pokazy polowań.

J.M.: Z tego, co mi wiadomo w okolicach Zawiszyna znajdowało się wojskowe lotnisko w czasie II wojny. Czy było ono często używane, czy raczej powstało na zasadzie „wybudujmy, a potem może się przydać”?

K.B.: Służyło ono jako lotnisko podfrontowe i głównie miało tu miejsce przeładowywanie samolotów.

J.M.: Gdyby mógłby pan jeszcze opowiedzieć, co panu najbardziej zapadło w pamięci z czasów II wojny?

K.B.: Najbardziej pamiętam masakrę, dokonaną na Rosjanach przez Niemców w obozie w Ostrówku. Ludzie umierali z głodu... Pamiętam jak raz przyjechałem tam, bo Niemcy chcieli, żebym im cegły przywiózł. Jak tylko zajechałem to zaraz mnie obstąpili Rosjanie i zaczęli pytać, czy nie mam czegoś do jedzenia. To ja po cichutku mówię, żeby się wycofali, bo miałem z kilogram tego jedzenia. Ale jeden z nich złapał i zaczął od razu jeść, a jak to Niemiec zobaczył to od razu zaczął go bić pałką. Straszne wspomnienie.

K.Ch.: Nazwisko Bala jest w okolicy dość powszechne. Czy wie pan może, w jaki sposób pańska rodzina znalazła się w tych stronach oraz skąd wywodzą się pana przodkowie?

K.B.: Niestety nie wiem nic na temat rodowodu mojej rodziny, a jedyne, co pamiętam to to, że mój ojciec pochodził z miejscowości Brzuza, która znajduje się w okolicy Łochowa.

K.Ch.: Dziękujemy panu bardzo za rozmowę i poświęcenie nam czasu.

K.B.: Ja również dziękuję i zapraszam ponownie.

Rozmawiali:

Krzysztof Chorzewski, licealiści: Jakub Mróz (absolwent), Adam Gąsior

 
Michal Krupa