Odejścia są szansą

Trafiła ostatnio w moje ręce (a właściwie nie trafiła, bo sama, świadomie po nią sięgnęłam) książka współautorstwa Agnieszki Kozak – znanej psychoterapeutki, trenerki rozwoju osobistego. Książka, o której piszę, to – najogólniej mówiąc – zbiór bajek dla dorosłych. Tak, tak – dorośli również czytają bajki. Książka nosi tytuł „W poszukiwaniu siebie”. Do każdej, zamieszczonej w środku opowiastki, przypisany jest komentarz w postaci... wywiadu. Moim zdaniem – pomysł genialny.

W książce znajduje się kilkanaście historyjek. Moją uwagę zwróciła szczególnie jedna.

O chłopcu, który bał się ciemności. Co w takiej sytuacji robi się najczęściej? Szuka światła. To oczywiste. I on też szukał. Pewnego dnia znalazł. Tak mu się przynajmniej wydawało. Pewnego dnia dostrzegł na polanie ognisko, wokół którego zgromadzeni byli ludzie. Postanowił podejść bliżej. Zachwycił się ogniskiem, ale też zrozumiał, że wymaga ono ludzkiej „aktywności”. Aby płonęło, trzeba bowiem podkładać drwa. Podrzucali je ci, którzy tam byli i podrzucał chłopiec, lecz - kiedy zapadł zmrok - większość ludzi odeszła. A chłopiec, ponieważ bardziej od innych zależało mu na świetle, ponieważ bał się ciemności, postanowił ogniska nie zagaszać. Jako że na nikogo nie mógł liczyć, jedynie na siebie, z każdą godziną był coraz bardziej... zmęczony. I w głębi serca na pewno też rozczarowany, ale pragnął bardzo, by ognisko płonęło...

Co było dalej? Tego nie napiszę, bo chciałabym, abyście bajkę tę przeczytali Państwo sami. Bo naprawdę warto. Bo nie opowiem tej historii lepiej od jej autorki – Agnieszki Kozak.

Zdradzę natomiast, że ognisko symbolizuje w tej bajce relacje z innymi ludźmi, różnego rodzaju sytuacje, wydarzenia. Miło jest usiąść przy ognisku, ale – aby można było się przy nim ogrzać – winni dbać o nie wszyscy, którzy chcą korzystać z jego ciepła. Jeżeli tylko jedna osoba zabiega o to, aby płonęło, to takie działanie nie ma sensu. To, prędzej czy później, ono i tak zgaśnie, a człowiek padnie na ziemię z wyczerpania.

Bajka ta uczy, że są w życiu ogniska, o które dbać nie warto. Bywa, że czasem „inwestujemy” swój czas, angażujemy się, poświęcamy, a ognisko – jak pisze autorka – „nie daje ciepła”. Co wtedy warto, a raczej należy zrobić? Wtedy należy odejść. Nie marnować czasu i energii na bycie w miejscu, które nic w nasze życie nie wnosi.

Autor bloga „Marc and Angel...” jest autorem myśli, która wydaje się korespondować z tym, co napisałam powyżej: „(...) nadchodzi chwila, gdy ma się dość (…) Nie poddajesz się. Po prostu zaczynasz rozumieć, że nie potrzebujesz niektórych ludzi i spustoszenia, które sieją”.

Odejścia są trudne. Może dlatego, że gdzieś w nas czai się obawa, że nie poradzimy sobie, kiedy zrezygnujemy z czegoś, co wydaje się być ważne i z czego rezygnować nie wypada, bo na przykład „co powiedzą inni?”. Pojawia się pewnego rodzaju lęk przed tym, co nieznane. Przed pustką. Tylko, że ta pustka też jest potrzebna. Kiedy wyniesiemy z mieszkania stare meble, przez chwilę jest... pusto. Ale to jest przestrzeń do zagospodarowania. Stare meble wynosi się po to, by można było wnieść nowe.

Odejścia, tak uważam, zawsze są szansą. Przygotowują człowieka na zmianę, a zmiana zawsze jest twórcza. Tworzy, kreuje nową rzeczywistość.

 

Katarzyna Szkarpetowska

 
Michal Krupa