Dyskusje

          Dyskusja z inteligentnym nastolatkiem nie jest łatwa. Zwłaszcza z takim, który im bardziej jest świadomy, że nie ma racji, robi wszystko, aby tego nie okazać. Należałoby nauczyć go, że przyznanie komuś słuszności  nie jest oznaką słabości, ale obiektywnego spojrzenia i chyba również brakiem kompleksów. Co także prostym  nie jest, jak wszystko, co wiąże się z wychowywaniem młodzieńca. Mimo tej świadomości codziennie próbuję swoich sił. Wiem, że więcej będzie niewiadomych po tej rozmowie niż przed nią, ale może zostanie jakiś okruszek  z tego, co chciałbym przekazać w jego chłonnej i beztroskiej jeszcze głowie. Nigdy nie wiem na jakie tory wtoczy się nasza rozmowa, wytrwale jednak podejmuję to ryzyko.

Jestem przecież odpowiedzialna za tego młodego człowieka. W jednej z takich dyskusji pozwoliłam sobie użyć przysłowia, na co prychnął mój syn To tylko przysłowie.  Odpowiedziałam, że przysłowia są mądrością narodów i zupełnie spaliłam się w jego oczach. I tak sobie myślę, jak to jest, że będąc młodzieżą kpimy z przysłów, nie dajemy wiary dorosłym, wydaje się nam, że to my mamy rację, bo „starzy” nic nie rozumieją. Pamiętam nauczycielkę z liceum, swoją drogą dosyć leciwą pannę, która na każdej lekcji cytowała przysłowia. A najczęściej powtarzała - gadał dziad do obrazu, (a) obraz do niego ani razu. Oczywiście skierowane  było do wybrańców, których ni w ząb nie pociągała matematyka . Śmialiśmy się z nauczycielki i nigdy nie zastanawialiśmy się na tym, jak w sumie trafiała w sedno tymi przysłowiami.  Tak sobie myślę, czy fakt, że teraz sami je przytaczamy jest oznaką mądrości czy po prostu z wiekiem gnuśniejemy?                                                                                                                                          

          I tak przegrywam dyskusję po dyskusji, a im bardziej próbuję narzucić własne zdanie, tym większy napotykam opór. Nie pamiętam okresu buntu w swojej młodości. Nie miałam przeciwko czemu oponować? Pamiętam jednak przekonanie, że dorośli mówią swoje, a ja wiem swoje i oczywiście ja wiem lepiej. Taka nasza cudowna, młodzieńcza  wiara w świat i w samych siebie. Wiara, że możemy wiele, a może nawet wszystko….?

 

Marysia

 
Michal Krupa