O Witoldzie Pileckim w Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych

Z wystąpienia Andrzeja Brzezika dnia 1 marca 2014 r. w Bibliotece Publicznej w Węgrowie podczas uroczystości odsłonięcia tablicy poświęconej rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu w 4 rocznicę obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych:

W takiej chwili mówić o Witoldzie Pileckim jest rzeczą zaszczytną ale zarazem trudną, bo cóż można porównać z  bohaterstwem człowieka, którego brytyjski historyk Michael Foot zaliczył do grona 6 najodważniejszych ludzi  antyniemieckiego  ruchu oporu podczas 2 wojny światowej.

 

I wydawać by się mogło, że te słowa humanisty są wystarczającym  świadectwem aby rotmistrza Witolda Pileckiego uważać za polskiego bohatera narodowego, nie tylko wieku 20 ale przestrzeni całych dziejów. Poddany okrutnemu śledztwu przez komunistyczne UB  został  skazany  na  karę  śmierci,  a prokurator Czesław Łapiński zwyczajny zdrajca, gdyż wcześniej był  żołnierzem  AK, nadzorujący w bierutowskiej Polsce proces przeciwko rotmistrzowi,  powiedział do jego żony, że jest on (Pilecki) wrzodem  na  ciele  Polski  Ludowej.  I gdy 50 lat później, córka naszego bohatera obecna tutaj z nami pani Zofia Pilecka-Optułowicz, pytana o wyrok jaki wydałaby na tego sądowego kata  odpowiedziała - mój ojciec żył krótko ale pięknie, a pan prokurator długo, lecz plugawie. Niesamowite ile w tym lakonicznym stwierdzeniu jest  podobieństwa  do  słów  wypowiedzianych  przez Danutę Siedzikównę  „Inkę”,  którą  również  zamordowali komuniści praktycznie w tym samym czasie co Witolda  Pileckiego -  powiedzcie babci, że zachowałam się jak trzeba.

W odsłoniętej przed chwilą tablicy ku czci tego heroicznego Polaka znajdują się jakże znamienne słowa: Niezłomnemu bohaterowi Rzeczypospolitej zamordowanemu przez komunistycznych zbrodniarzy.Prześledźmy ich  znaczenie w odniesieniu do życia i postawy rotmistrza. 

Urodził się w rodzinie ziemiańskiej Juliana i Ludwiki z Osiecimskich w  dniu 13 maja 1901 roku w rosyjskiej Karelii, w miejscowości Ołoniec. Był  rówieśnikiem pisarza Józefa Mackiewicza, którego dewiza twórcza, że jedynie prawda jest ciekawa, idealnie wpisuje się w postawę życiową rotmistrza, który po torturach UB stwierdził, Oświęcim przy tym to igraszka. Za tak wypowiedzianą prawdę był przez cały okres komunistycznej okupacji Polski  przemilczany, a i dzisiaj jest niewygodny dla części tych środowisk politycznych, którzy plugawią jego pamięć.                                                  

Wystarczy tu chociażby przypomnieć utrącenie przez eurodeputowanych z PO inicjatywy w parlamencie europejskim, by dzień 25 maja, czyli dzień egzekucji rotmistrza przez komunistycznego kata Piotra Śmietańskiego katyńskim  strzałem w tył głowy, uznać za dzień ofiar totalitaryzmu. Należy też przywołać  kłamliwy artykuł w reżymowym tygodniku Polityka autorstwa Andrzeja  Romanowskiego, gdzie autor oskarżył Witolda Pileckiego mówiąc kolokwialnie  o sypanie w śledztwie, co jest nikczemnym oszczerstwem. W końcu rok 2005 - 60 rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz spod okupacji niemieckiej. Prezydent Aleksander Kwaśniewski w przemówieniu oficjalnym zbywa milczeniem postać rotmistrza, gdy przybliża historię tamtego nieludzkiego miejsca. To tylko wybrane przykłady traktowania tej szlachetnej postaci przez łże elity  współczesnej Polski.

Witold Pilecki - jego służba dla niepodległej Polski rozpoczęła się już w roku 1914. To wtedy w Wilnie wstąpił do  skautingu zwalczanego przez carat. Z chwilą odzyskania niepodległości, jako 17. latek zasilił szeregi wileńskiej  Samoobrony,  która  starła  się  z  bolszewikami,  młody  Witold  bronił  tego  polskiego  miasta  przed  czerwoną  zarazą  a  dowodząc  oddziałem  harcerzy  wziął  do  niewoli  kilkudziesięciu  bolszewickich  wrogów.

Dalsze  uczestnictwo w wojnie  1920  roku  zawiodło  go  na  pola  bitwy  warszawskiej  i  niemeńskiej,  a  w jednym  z  ostatnich starć wojny polsko-bolszewickiej pod Ejszyszkami zdobył wraz z kolegami pokaźną ilość broni biorąc  jednocześnie  do niewoli 80 czerwonarmiejców. Nie dziwi więc, że znalazł się w szeregach odznaczonych Krzyżem  Walecznych -  świeżo  co  ustanowionym   odznaczeniem   za  wojnę  polsko-bolszewicką   roku 1920.                          

W niepodległej Polsce studia na wydziale Sztuk Pięknych USB, których nie ukończył z powodów finansowych, dlatego   został wolnym słuchaczem wydziału rolniczego Uniwersytetu w Poznaniu, założył rodzinę, zamieszkując z nią w  rodzinnych dobrach Sukurcze pod Lidą, pracując na roli, na równi z chłopami, jak wspominała po latach w jednym z  wywiadów jego córka.                                                 

Rok 1939. Agresja niemiecko-sowiecka przeciwko Polsce. Witold Pilecki walczy w obronie jej niepodległości. A po utracie tejże tworzy w Warszawie wraz z  majorem  Janem  Włodarkiewiczem  organizację  Tajna  Armia  Polska. Praca  w konspiracji zmienia Witolda Pileckiego w Romana Jezierskiego i Tomasza Serafińskiego. To jego okupacyjne nazwiska, a Druh i Witold to pseudonimy tamtego okresu. W sierpniu 1940 roku w kierownictwie TAP zapadła  decyzja,  by wysłać Pileckiego jako swojego emisariusza do utworzonego obozu koncentracyjnego w Auschwitz, celem  faktycznego zbadania warunków tam panujących i stworzenia pośród więźniów konspiracyjnej organizacji wojskowej. Miał też opracowywać raporty na temat zbrodni popełnianych w obozie przez Niemców. Wspomnianą  decyzję  TAP poparł Związek Walki Zbrojnej - późniejsza AK i dnia 19 września 1940 roku podczas łapanki ulicznej na  warszawskim  Żoliborzu Witold Pilecki jako Tomasz Serafiński dał się wywieść do Auschwitz, gdzie otrzymał numer 4859. Trafił  do  piekła w którym spędził 947 dni. Podczas tego pobytu zrealizował swój zamierzony cel. Zbudował wewnątrzobozową  konspirację, regularnie informował władze polskiego państwa podziemnego o rzeczywistej sytuacji w Oświęcimiu.  Zagrożony dekonspiracją w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 roku wraz z Janem Redzejem i Edmundem Cisielskim zorganizował udaną ucieczkę z Auschwitz. Po powrocie do Warszawy złożył władzom Polskiego Państwa  Podziemnego obszerny raport o sytuacji w obozie.

Od wiosny 1944 poświęcił się organizowaniu zalążków struktur organizacji NIE, przewidzianej na wypadek drugiej okupacji sowieckiej. W tym samym roku, zgłosił się, jako ochotnik do udziału w powstaniu warszawskim wstępując do  Kompanii Warszawianka Zgrupowania Chrobry II organizowanego przez Narodowe Siły Zbrojne.                                            

Koniec II wojny światowej zastał Witolda Pileckiego w niemieckim oflagu 7 A w Murnau, który został wyzwolony  przez Amerykanów. To wtedy sporządził listę ponad 700 nazwisk znanych mu osób, które zmarły w Oświęcimiu i była  to pierwsza na świecie dokładna lista ofiar stworzona na podstawie relacji i wspomnień. Wspomniana przed chwilą  relacja wraz z listą owych 700 postaci składa się polskim piśmiennictwie historycznym na raport Pileckiego, który w  drugiej połowie stycznia b.r. staraniem IPN został przetłumaczony na język chiński.

I można w tym miejscu powiedzieć, że to wystarczy, że już więcej nic nie musi robić dla niepodległości Polski. Ale to  nie dla Witolda Pileckiego. W październiku 1945 tym razem z rozkazu gen. Władysława Andersa podjął się znów na  ochotnika stworzenia misji wywiadowczej na rzecz II Korpusu we Włoszech. Miał zbierać informacje o terrorze  NKWD  w  Polsce  i  deportacjach  polskich  patriotów  na  Syberię  dokonywanych  przez  Sowietów.  

Latem 1946 do Witolda Pileckiego dotarł rozkaz opuszczenia kraju i zameldowania się w II Korpusie we Włoszech.   Rozkazu nie wykonał, gdyż przez kurierów przekazał meldunek w którym napisał, że pozostanie w Polsce z uwagi na  brak następcy. Kolejny raz dobrowolnie postanowił tym razem pozostać w piekle, lecz nie hitlerowskim a komunistycznym.

6  maja  1947  został  aresztowany  przez  bezpiekę  i  poddany  brutalnemu  śledztwu.  Jego  żona  podczas  procesu  widziała, że miał powyrywane paznokcie. Przesłuchania Pileckiego osobiście nadzorował płk Józef  Różański - Dyrektor  Departamentu Śledczego UB. 3 marca 1948 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie rozpoczął się proces rotmistrza i 7 innych oskarżonych. Składowi sędziowskiemu przewodniczył zdrajca z AK ppłk. Jan  Hryckowian.  Oskarżał wspomniany prokurator Czesław Łapiński. 15 marca Witold Pilecki został skazany na trzykrotną karę śmierci,  wraz z przepadkiem mienia. Sądowego mordu na jednym z najodważniejszych ludzi tamtych czasów dokonano we  wtorek  dnia  25  maja  1948  w  więzieniu  mokotowskim  w  Warszawie.  Rodzina  nigdy nie otrzymała  zawiadomienia  o  treści  wyroku  i  miejscu  pochówku  ciała  rotmistrza.

Auschwitz i sala sądowa Wojskowego Sądu Rejonowego? Co mają ze sobą wspólnego. Otóż jest tajemnicą poliszynela, że Witold Pilecki mógł być w Oświęcimiu świadkiem haniebnej postawy późniejszego włodarza PRL Józefa Cyrankiewicza, tego samego, który odmówił wstawiennictwa za rotmistrzem  podczas jego procesu. Komunistom zależało więc na uśmierceniu Pileckiego, by ten zabrał ze sobą do grobu raz na zawsze informacje hańbiące premiera  Polski  Ludowej.

Dlatego też prawda o jednym z najbardziej bohaterskich żołnierzy współczesnego świata była niebezpieczna dla  komunistów. Skazany na zapomnienie nawet po śmierci, nazwisko objęto zapisem cenzury. Od czasu do czasu  organizowano spotkania w latach 70 i 80 ubiegłego stulecia z jego córką Zofią w kościele św. Stanisława Kostki u ks.  Jerzego Popiełuszki. Tam też długo wisiała jedyna tablica ku jego czci.                                                              

Trzeba było prezydentury Lecha Kaczyńskiego, by w dniu 30 lipca 2006 roku bohaterski rotmistrz został  uhonorowany  pośmiertnie najwyższym odznaczeniem Rzeczypospolitej - Orderem Orła Białego. Pomimo tego z powodu fałszywej  polityki historycznej obecnego reżymu nie jest w dalszym ciągu obecny w powszechnej świadomości Polaków.  Dlatego  też nasza dzisiejsza uroczystość ma choć odrobinę tą powszechną świadomość obudzić.

 

R

 
Michal Krupa