Refleksje po- korespondencyjne

Kilka miesięcy temu nawiązałam bardzo sympatyczną, dającą mi wiele radości, korespondencję z 84-letnim, mieszkającym na stałe w pięknym Szczecinie, kapitanem żeglugi wielkiej. Pan Eugeniusz, bo o nim mowa, jest jedynym w kraju (i prawdopodobnie na świecie) kapitanem żeglugi wielkiej, który na swoim koncie ma blisko dwadzieścia napisanych książek, w tym wiele o tematyce morskiej. Niektóre z nich, jak na przykład „Blindziarze z San Pedro” czy „Afrykańskie spotkania”, rozeszły się, w bardzo krótkim czasie, w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy.

 

                Podczas jednej z rozmów telefonicznych pan Eugeniusz opowiadał mi, jak przy okupacyjnej lampce – karbidówce, zaczytywał się w Josephie Conradzie i marzył, żeby po zakończeniu szkoły wyrwać się na morze. Jego przyrodni brat, Franciszek, przed drugą wojną światową, czyli przed 1939 r., kształcił się w Szkole Morskiej w Gdyni.                                   - Fascynował mnie mundur, w którym brat przyjeżdżał na wakacje i listy z morza, które pisał, pachnące romantyką, oddechem szerokich wód i dalekimi lądami -  mówił.

                To, skąd człowiek przychodzi, ma wpływ na to, dokąd zmierza. Są wspomnienia, których czas nie zaciera. Kapitan po dziś dzień pamięta zapachy dzieciństwa. Zapach rodzinnego domu i sadu z przeróżnymi odmianami owoców: jabłkami, gruszkami, czereśniami.... Pamięta smak chleba i zup, które gotowała mama. Nie zapomniał też swoich pierwszych nauczycieli - ludzi, o których - po upływie kilkudziesięciu lat - mówi: „oni ukształtowali mój stosunek do życia i świata, dali podstawę do ciepłych wspomnień. To dzięki nim w dużej mierze zawdzięczam to, kim byłem i jestem”.

                Kiedy w jednym z listów zapytałam pana Eugeniusza, czym różnią się czasy jego dzieciństwa i młodości od tych, w których żyjemy, odpowiedział, że różnią się wszystkim. Że zachodzące w naszym życiu zmiany technologiczne z jednej strony nas wzbogacają, stwarzają nowe możliwości poznawania świata, a z drugiej strony zubożają, szczególnie duchowo: - Stajemy się mniej wrażliwi na nasze potrzeby i zapatrywania. W dyskusjach ujawnia się często brak wzajemnej akceptacji. Brak kultury jest widoczny na każdym kroku, mimo lepszego teoretycznie wykształcenia. Widać to i słychać na ulicy, a polityczne dyskusje naszych posłów w sejmie czy telewizji, są tego przykładem.

                Stajemy się mniej wrażliwi, brakuje nam akceptacji, nasze zachowanie pozostawia wiele do życzenia... Jak to zmienić, „zatrzymać”? Co zrobić, by postęp nie tylko nas wzbogacał, ale i nie zubażał? Może warto czerpać z doświadczeń i mądrości ludzi starszych - tych, którzy niejedno w życiu widzieli, niejedno przeżyli i niejedną radą mogą się z nami podzielić?

 

Katarzyna Szkarpetowska

 
Michal Krupa