Noworoczne nastroje

Oglądam film „Sylwester w Nowym Yorku” ze świetną obsadą, Robert De Niro, Asthon Kutcher, Sara Jessica Parker, Michelle Pfeiffer, Jon Bon Jovi i inni. Romantyczna, wzruszająca komedia w sam raz dla zmęczonego sylwestrowym szaleństwem umysłu.

Narrator mówi o miłości, która nadaje naszemu życiu sens. O różnego rodzaju miłości, do przyjaciela, kochanka, rodziców czy Boga. No i o sylwestrowym balowaniu, które też jest fajne. Na ile dla każdego z nas ważna jest miłość, a na ile ważniejsze są inne rzeczy? Z pewnością podjęcie nowej pracy nie wzbudza w nas tyle entuzjazmu ile miłość, chociaż i jedno i drugie sprawi, że nasze serce będzie walić jak oszalałe. Ale czy strata pracy nie przygnębi nas już podobnie? Ciężko żyć bez miłości, ale bez pracy również nie łatwo.                                                                                                                                                                                      

W sylwestrowe popołudnie słuchałam radia. Pytano słuchaczy o noworoczne postanowienia, które jak się okazało, najczęściej pozostają niezrealizowane. Bynajmniej przez ludzi, którzy mieli okazję zaistnieć w eterze. Pomyślałam, że nigdy nie stawiałam sobie takich noworocznych wyzwań, ale może warto? Może niektóre z nich udałoby się wykonać? Aczkolwiek czy nie najważniejsze jest i tak to, co mamy gdzieś w sobie, w głębi. W głowie czy w sercu, miejsce jest nieistotne, aby istniało, to najważniejsze Coś, co nas motywuje i pozytywnie nakręca. Jak seksapil u  kobiety, który trudno opisać, a jednak jest. Ja jakoś świadomie nie stawiając sobie wyzwań, z perspektywy czasu i tak muszę przyznać, że takowe realizowałam. Myślę, że podobnie każdy z nas. Mam takie wspomnienie z dzieciństwa, usypiam w łóżku u mojej cioci na Śląsku. Usypia mnie odgłos jeżdżących gdzieś w oddali pociągów. Lubiłam ten dźwięk. I zaistniała we mnie myśl, że chciałabym zamieszkać w takim miejscu, gdzie byłoby słychać w oddali szum pociągów. I chociaż minęło wiele lat i wydawałoby się, że zapomniałam o tym, to pewnego dnia przyszła refleksja, że przecież zamieszkałam. Mam parę takich wspomnienio-marzeń, o których nie myślałam, a jednak spełniły się (te większe, ważniejsze zostawię dla siebie). Więc może warto mieć cele, choć nie koniecznie musimy je nazywać noworocznymi. Bo chyba tracą wtedy na znaczeniu i stają się nieco banalne.   

 

              Marysia

 
Michal Krupa