Piękno oczywiste

Siedzę z moją drugą połową w poczekalni  u lekarza. Wchodzi ładna dziewczyna. Ładna chyba nie do końca pięknem naturalnym. Z pewnością wachluje sztucznymi rzęsami i usta ma zbyt idealne. Moje kochanie zawiesza na niej wzrok, chociaż nie za długo. Innego dnia stoję w kolejce do kasy, przede mną jest bardzo młoda dziewczyna.

Sztuczne rzęsy są już właściwie normą, ale mocny makijaż u kilkunastoletniej dziewczyny na szczęście jeszcze nie.                                                                                                                                                                                                                                                                            Piękno oczywiste, taka myśl przelatuje mi zawsze po głowie, gdy mijam za bardzo zadbaną kobietę. Czy to na pewno jest piękno?  Mam wrażenie, że często nie idzie ono w parze z pięknem wewnętrznym. Szanuję mężczyzn, którzy nie łapią się na tę rzucającą się w oczy urodę. Obrazu nie cenimy przecież za ramę. Oczywiście wiele jest pięknych i inteligentnych kobiet. Ale pięknych, inteligentnych, wartościowych, a zwłaszcza uczciwych, już mniej.

Idę ulicą, mijam gabinet kosmetyczny, na jego szyldzie czytam między innymi o zagęszczaniu włosów. Idę i myślę: a gdybym tak zrobiła sobie parę poprawek? Wyglądałabym olśniewająco z burzą włosów na głowie, wachlarzem gęstych rzęs i ustami Angeliny Jolie! No tak, tylko czy zachowałabym szacunek do samej siebie? Czy czułabym się autentyczna? Czy nie ważniejsze jest jednak to co sobą reprezentujemy? Niedawno oglądałam wywiad z dziewczyną, której chłopak dał pieniądze na powiększenie piersi, poczym,  po kilkunastu miesiącach zostawił ją dla innej i zażądał zwrotu pieniędzy. Najwidoczniej nie o piersi jednak chodziło i chyba raczej nie o  miłość. Rozszerza się moda na wstrzykiwanie, powiększanie i doczepianie. Szkoda, że chęci rozwoju intelektualnego i emocjonalnego nie da się wstrzyknąć. I tak się zastanawiam (bo wiem ile te zabiegi kosztują) kto za to wszystko płaci? Młodzież? Ich rodzice? Czy raczej tak zwani sponsorzy? Gdzie to ubożejące społeczeństwo? Chyba część z nas ubożeje raczej duchowo. I nie wiem czy słusznie się cieszę, że moja córka nie nakłada makijażu i niczego nie poprawia na twarzy czy ciele. Może tylko karmię się złudną nadzieją, że jakiś chłopak dostrzeże jej osobowość, wrażliwość i dobre serce, a urodę potraktuje jako dodatkowy, a nie główny atut.

 

M.

 
Michal Krupa