Z cyklu porozmawiajmy - Z teatrem na ty

Rozmowa z Arturem Lisem, animatorem szeregu działań kulturalnych, szczególnie różnorodnych form teatralnych, a jednocześnie dyrektorem łochowskiego domu kultury.

- W opinii młodzieży, ale i również części dorosłych uchodzi Pan za osobę wyjątkowo aktywną w upowszechnianiu szeroko rozumianej kultury w naszym środowisku. Jakie trzeba mieć cechy, predyspozycje, by zapracować na taką opinię?

- Mówiąc nieskromnie - konsekwencja w działaniu i utrzymanie dobrego poziomu. Od samego początku mojej pracy w MiGOK Łochów staram się tworzyć program o najwyższym poziomie. Jest to efekt długotrwały, gdyż publicznością trzeba pracować nie sezon, a dłuższy czas. Często pojawiały się niełatwe w odbiorze propozycje artystyczne, choć  mogę stwierdzić, że duża część z nich cieszyła się powodzeniem. Cykle koncertów muzyki poważnej zazwyczaj oglądane były w komplecie. Niekiedy gościliśmy gwiazdy światowego  formatu, czy takimi się stające, jak podczas koncertów laureatów Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, czy artystów goszczących u nas na Festivalu Mazovia Goes Baroque. Również Łochowska Scena Alternatywna także nie ma się czego wstydzić. Grała u nas czołówka polskiej sceny. Koncertowały tu osoby, które miały olbrzymi wpływ na rozwój polskiej muzyki współczesnej – występowali u nas m.in. Mazzoll, Tymon Tymański, Marcin Świetlicki, Trebunie Tutki, Pogodno, Wojtek Mazolewski z wielkim sukcesem koncertujący w USA, Chinach, Indiach. W obszarze teatru gościliśmy ceniony na całym świecie Teatr Chorea z "Panem Cogito", czy też rozpoczynający tegoroczną Łochowską Jesień Teatralną ze spektaklem "Czarnobyl - Last minute"  Teatr Dramatyczny im. Węgierki z Białegostoku. To propozycje na najwyższym poziomie, które sprowadzić na taką scenę jak Łochów nie jest łatwo, nie tylko ze względów organizacyjnych ale także finansowych.

- Skąd w Panu zamiłowanie do form teatralnych?

- Wszystko zaczęło się po ukończeniu Liceum Lotniczego w Dęblinie, po którym trafiłem do Studium Animatorów Kultury w Ciechanowie na kierunek Teatr. Zaiskrzyło. No i od dwudziestu lat jestem związany z teatrem w Polsce i zagranicą np. na zlecenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP i Polskiej Akcji Humanitarnej dwukrotnie pracowałem - zaraz po Wojnie na Bałkanach - w Kosovie z młodzieżą albańską i serbską próbując zintegrować poprzez teatr na powrót to społeczeństwo tak krwawo rozerwane. Organizowałem tam także festiwale teatralne. Podobne działania realizowałem dla polskojęzycznej młodzieży w Białorusi. Byłem dyrektorem  artystycznym Festiwalu Moving Closer finansowanego ze środków Komisji Europejskiej, Ministerstwa Kultury, Funduszu Wyszehradzkiego czy Polsko Amerykańskiej Fundacji Wolność - festiwal co pół roku podróżował między Polską, Słowacja, a Ukrainą. Spektakle Teatru Makata którego jestem liderem zapraszane były do reprezentowania Miasta Warszawy lub Sejmiku Województwa Mazowieckiego na prestiżowych imprezach promujących stolicę i region w Wilnie, Budapeszcie, Berlinie, Hale. Teatr także uzyskał kilka prestiżowych nagród m.in. Ministra Kultury RP.    

- Dlaczego "Makata"?

- W okresie studiów założyliśmy teatr, większość aktorów dalej czynnie uczestniczy w działaniach teatru Makata. W tamtym okresie fascynowały nas manifesty dadaistyczne i surrealistyczne. Nazwa Makata powstała od zabaw dadaistycznych.

- Tej jesieni ruszyliście z całym cyklem teatralnych inscenizacji. Wymaga to również nie lada zmysłu organizacyjnego, co rzadko idzie w parze z aktorskim kunsztem. Jak Pan godzi ze sobą te dwie cechy?

- Tak, jest to kawał roboty. Od lat pracuję w podobnym trybie, tzn. prowadzę kilka spraw na raz. Oprócz kierowania MiGOK kieruję również dużym Festiwalem Teatralnym DIONIZJE w Ciechanowie (od 15 lat), poza tym gram spektakle teatralne z teatrem Makata, biorę udział w próbach.  To coś siedzi chyba we mnie, w mojej naturze, że lubię działać na kilku poziomach jednocześnie. Mam dużą podzielność uwagi i na szczęście kilka osób do pomocy.

- Czy lokalni aktorzy występujący w sztuce "Rozmowy przy wycinaniu lasu" dali z siebie wszystko? Czy w Pana ocenie siedzi w nich zadatek na bycie aktorem szerszego formatu? Tym bardziej, że mają oni zapewne świadomość tego, iż "ze sztuki nie da się żyć".

- Pracując tu kilka lat cały czas szukałem aktorów, z którymi mógłbym zrobić wspólny spektakl. No i udało się. Zapewniam Pana, że dali z siebie wszystko. Większość z nich to zawodowi aktorzy, grający w  teatrach miejskich, prywatnych, występujący w telewizji, grający w filmach. Tak się składa, że żyją głównie ze sztuki. Piotr Świtalski jest aktorem Teatru Makata, prowadzi swój prywatny Teatr Legendarium i jest odpowiedzialny za ruch w Teatrze Dramatycznym w Płocku, Piotr Kamiński  jest aktorem Teatru Roma w Warszawie, Andrzej Hausner jest aktorem teatralny i filmowym, Mirosław Szczypek prowadzi agencje artystyczną i jest aktorem Teatru Makata. Rafał Żywczyński jest nauczycielem w Gwizdałach, ale ma doświadczenia teatralne. Tak naprawdę liczy się pasja.

- Głębszy sens tej inscenizacji to ...

- Zacytuję  Piotra Wawra: "tekst jest ponadczasowy i mówi nam, że tak naprawdę, poza nazwami, nic się nie zmieniło w naszym życiu od lat. Rozmowy.... podają nam  w sposób strawny gorzką prawdę, z której na całe szczęście potrafimy się śmiać."

- Czy jest jakiś spójnik, wspólna cecha tegorocznych, jesiennych łochowskich inscenizacji? Czy może chodzi jedynie o oswojenie miejscowego widza ze sztuką teatralną?

- Ostanie spektakle ukazały, że łochowskiego widza nie trzeba oswajać, jest on wytrawnym widzem. Grając "Rozmowy przy wcinaniu lasu"  bez uważnego czytania spektaklu przez widza nie moglibyśmy się rozpędzić. Widz nadawał rytm, świetnie reagując na naszą zabawę tekstem.

- W podziękowaniu za rozmowę, pokładam nadzieję, że łochowski widz m.in. za Pana sprawą jeszcze wiele razy będzie miał okazję uczestniczyć w teatralnej uczcie.

- Również mam taką nadzieję.

 

Rozmawiał Red. Nacz.

 
Michal Krupa