Sprawować władzę znaczy służyć

Sprawowanie władzy, jeżeli nie jest posłannictwem i służbą, zamienia się w bezsens. W splot chaotycznych działań godnych politowania. Kierować, zarządzać, znaczy służyć. Aby to jednak zrozumieć, potrzeba pokory. Istotą administracji, jej rolą i powinnością, a więc – jak czytamy w słowniku języka polskiego - „obowiązkiem wynikającym z pełnionej funkcji lub z poczucia odpowiedzialności moralnej” - jest służba. Łacińskie słowo „ministrare”, od którego pochodzi wyraz administracja, oznacza służyć, kierować, pomagać.

Dziś, w czasach, gdy eutanazję nazywa się niesieniem ulgi w cierpieniu, „wyroby miłościopodobne” zwie się miłością, a aborcję, będącą perfidnym zabójstwem człowieka, określa mianem medycznego zabiegu, nietrudno o refleksję, iż bardzo wielu ludzi ma trudności z rozumieniem pojęć, także tych podstawowych.

Owoc robaczywy, owoc niezjadliwy

Sprawowanie władzy to posłannictwo. Zadanie, którego realizacja wymaga siły, chęci, charakteru. Współpracy z sumieniem będącym „światłem dla drogi postępowania”. Prawdziwie służyć może jedynie ten, kto nie zatracił siebie. Kto nie utracił wewnętrznej wolności.

Polska administracja, i nie ulega to wątpliwości, postrzegana jest przez pryzmat konkretnych działań. Czynów ludzi władzy. Czyny zaś, jak ktoś ładnie powiedział, przydają bądź odbierają blask krajowi, z którego dani ludzie pochodzą. Przydają - gdy są dobre. Odbierają - gdy są hańbiące.

Władza winna działać w interesie publicznym. Winna. Jednak, czy zawsze działa? Chrystus mówił: Po owocach ich poznacie”. No właśnie... Obserwując to, co dzieje się dookoła, chciałoby się czasem zawołać: Poznajemy, Panie Jezu. Oj, poznajemy.

Katarzyna Szkarpetowska

 
Michal Krupa