Nie sprzedać duszy

Nawiasem mówiąc…

felietonowy cykl Katarzyny Szkarpetowskiej

Środek tygodnia. Jadę do Warszawy na wywiad z reżyserem, scenarzystą i producentem filmowym w jednej osobie – panem Krzysztofem Zanussim.

Niebawem na ekrany kin wejdzie najnowszy film reżysera, zatytułowany „Ciało obce”. Tytułowy bohater, Fabrizio, to człowiek młody. Z ideałami.

Szukając swojego miejsca w życiu, trafia do nastawionej na (wy)zysk korporacji. Przełożeni chłopaka, pozbawieni skrupułów, szyderczy i bezwzględni, nie akceptują (nie szanują?) wartości, którym hołduje. Obcy jest im jego świat. Nieumiejętność bycia „lisem i lwem” powoduje, iż w sercu Fabrizia rodzą się pytania etyczne. Jak potoczą się jego losy? Odpowiedź wkrótce, na ekranach kin. Gorąco polecam!

Kilka minut po godzinie jedenastej, docieram na spotkanie w centrum Warszawy. Jako że jestem przed czasem, mam przyjemność być świadkiem rozmowy, którą pan Zanussi prowadzi. Rozmowa toczy się w języku obcym. Reżyser zna ich kilka.

Siadamy przy niewielkim stoliku. Włączam dyktafon. Na wstępie dowiaduję się,  iż mój Rozmówca ma dziewięć psów i trzy koty. - Wie Pani, nigdy one mnie tak nie zmęczą, jak czasem ludzie potrafią – uśmiecha się.

- Czym ludzie potrafią zmęczyć najbardziej? - pytam.

- Największy żal budzą ci, którzy nie aspirują wyżej. Którzy pogodzili się ze swoją marną, duchową kondycją. Którzy nie starają się w jakiś sposób przekroczyć siebie – odpowiada.

- I dodaje: - Gdy widzę ludzi, którzy marnują życie i kompletnie są z tym pogodzeni, i nie mają najmniejszej nawet ochoty zrobić wysiłku, aby ich egzystencja nabrała sensu, to mam poczucie wielkiego przygnębienia. To strasznie mnie to męczy.

Pytam o duszę i o to, dlaczego jej sprzedać nie warto. - Ludzkie dusze... One same gasną i więdną. Bardzo źle jest duszę sprzedać, jeszcze gorzej jest ją stracić.

Dusze, które zgasły, zwiędły... Mój Rozmówca widział ich bardzo wiele: - Napatrzyłem się w  życiu na ludzi, którzy tonęli i już nie chcieli płynąć. Którzy zamarzali i nie chcieli się ruszać. A przecież nikt nie rodzi się na to, żeby prowadzić bezmyślną egzystencję, opartą o używanie i spożywanie.

Co za słowa. Co za mądrość... – pomyślałam.

Tego popołudnia zadałam panu Zanussiemu jeszcze kilkanaście pytań. Było to naprawdę owocne spotkanie. Jako że jestem kolekcjonerką wartościowych, budujących spotkań, na pewno je w sercu przechowam.

W kolejnym felietonie, już za miesiąc, spróbuję odpowiedzieć na pytanie, czy moralność winna być siostrą władzy.

Tymczasem serdecznie Państwa pozdrawiam, życząc udanych wakacji.

Katarzyna Szkarpetowska

 
Michal Krupa