Para-Buch. Pociąg do projektowania.

Beneficjenci projektu ,,Pełne spektrum” Równać Szanse 2012 realizowanego przez Łochowskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk i Sztuk „CD” (uczniowie i absolwenci Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Sadzewiczowej w Łochowie) wzięli udział w wyprawie do ,,Para-Buch” - małego studia graficznego mieszącego się przy ulicy Poznańskiej w Warszawie. O niezwykłej wizycie, która miała miejsce 5 czerwca br. w tym niezwykłym miejscu, opowiada w artykule jeden z beneficjentów projektu, absolwent LO Łochów - Jarosław Szeja.

Para-Buch jest niezależnym studiem graficznym. Tak jak studio fotograficzne Verre, w którym Pełne Spektrum miało okazję zawitać w lipcu ubiegłego roku, nie jest to miejsce, do którego można dotrzeć, kierując się tabliczkami czy szukając oszklonego budynku z wielkim logiem. Kryje się ono we wnętrzu mieszkania jednej z wielu stołecznych kamienic; potrzebny jest więc człowiek z wewnątrz, który zna hasła i który wprowadzi gościa.

Wnętrze studia stanowi kontrast względem przestrzeni, jaką należy przebyć, aby się do niego dostać. Stara brama, wiecznie remontowane, brukowane podwórze kamienicy, skrzypiąca i niosąca każdy dźwięk klatka schodowa malowana (raczej dość dawno) farbą olejną, o wyślizganych drewnianych stopniach i kołyszącej się takiejż balustradzie, a wreszcie stare, grube, klekotliwe drewniane drzwi. A za nimi? Nowocześnie urządzone miejsce, z wyjątkiem drewnianej podłogi w całości wymalowane bielą, pełne bliżej nieokreślonego sprzętu graficznego niespotykanego na co dzień, lśniących białych notebooków i wielkich desktopów z logiem jabłka, biurek i pulpitów pełnych kolorowych szkiców, prototypów, przyrządów kreślarskich, a nawet i kredek. Ale przede wszystkim – wszędzie regały zapełnione niezwykłymi przedmiotami, niektórymi oczywistego przeznaczenia, a nieoczywistego wykonania, innymi odwrotnie – znajomej budowy, nieznanego zastosowania. Jeśli kiedykolwiek miało się klocki, nie da się wszystkiego tu nie obejrzeć.

Nie jest to korporacja pełna ludzi w uniformach, zapatrzonych w klawiatury. Można biegać po korytarzu, można nosić kolorowe stroje. Zapoznajemy się z Katarzyną Minasowicz i Zofią Konarską, tytułową Parą, duetem Buch. Albo duetem, który robi buch (tu buch jako onomatopeja). Chodzi chyba jednak o lokomotywę, parowóz, para z którego robi buch w logu studia. Od nich początek wzięło studio, po którym też oprowadza nas trzecia współpracownica, pani Monika Ostaszewska-Olszewska. Przemyka także jeszcze jedna pani z aparatem i jeden pan z brodą, oboje w tym czasie wyczarowujący coś gdzieś przy jednym z pulpitów i komputerów.

Ekipa Pary-Buch objaśnia ekipie Pełnego Spektrum, jak działa i skąd się bierze studio graficzne. Jest to nie lada wyzwanie, bo trudno wpisać w sztywne ramy zajęcia opierające się głównie na kreatywności i bardzo zależne od charakteru bieżącego zlecenia. W skrócie jednak, zostawiając schematyczny workflow, dzieje się to tak: przychodzi do Pary-Buch przykładowy przedsiębiorca planujący wyprodukować mniej więcej konkretny obiekt. Ekipa wywiaduje się, jak bardzo sprecyzowane są pomysły i oczekiwania klienta na temat produktu. Następnie, mając wiedzę, cóż to ma być, dokonuje się analizy niszy rynkowej, w jakiej obręb produkt wchodzi oraz analizy samego produktu pod każdym możliwym kątem. Gdy już wiadomo wszystko, co niezbędne, następuje burza mózgów w ekipie, tworzenie projektów wstępnych, kilku możliwie maksymalnie zróżnicowanych, przedstawiających absolutnie odmienne podejścia do tematu, wreszcie - szkicowanie, pierwsze prototypy. Gdy pomysłów jest już kilka, odpowiednio konkretnych i ustalonych, przedstawia się je zamawiającemu, a on z wachlarza możliwości wybiera tę, która podoba mu się najbardziej. Wtedy rozwija się określony projekt, sporządza już precyzyjne, standaryzowane plany, dobiera style, barwy, materiały i idzie do fabryki, która wykona to w odpowiedniej liczbie egzemplarzy.

Objaśnieniom projektantek towarzyszą gry w skojarzenia, wykład z filozofii języka produktu, kształtu, barwy, wpływu wyglądu produktu na jego pozycję na rynku i opinię wśród konsumentów. Kody kulturowe i problematyka ich różnic w świecie. Przyjęte normy rynkowe i polityki promocyjne marek. Multum niepozornych, niemal niezauważalnych, czasem umyślnie niewidocznych, ale zawsze niezwykle istotnych szczegółów decydujących o powodzeniu produktu.

Przykład:

Estończyk pragnie wylansować estońską markę dropsów lodowo-szyszkowych. Trzeba się dowiedzieć, czy to słodycze dla dzieci, kurioza dla turystów, czy lekarstwa ziołowe, czy to duże, czy lepkie, czy bardziej sklepowe łakocie, czy produkt tradycyjny, eko, okazjonalny czy mający na stałe wypełnić sklepy. Czy ktoś już je produkuje i jak w związku z tym do tematu nie podchodzić. Jaka będzie grupa odbiorców? Czy ludzie to znają, czy trzeba to wypromować? Ile może kosztować? Wymyśla się kształt dropsa, formę opakowania. Może pudełeczko z okienkiem i szufladką z sześcioma przegródkami po dwa okrągłe dropsy, może woreczek z eko-tworzywa i dwanaście bezkształtnych dropsów luzem, a może zrobić je na patyku, jako lizak w kształcie zimnej szyszki? Klient wybiera opcję z lizakiem. Rozwój projektu. W kształcie jakiej szyszki ma to być? Jakie szyszki są rozpoznawalne w Estonii? Może trzeba tam pojechać na zwiady? Czy ludzie tam wolą patyczki od lizaków papierowe, plastikowe, drewniane? Płaskie? A może nadruk na patyczku widoczny po zjedzeniu lizaka? Ciekawostki o szyszkach i soplach? W jaki papierek to zawinąć? A może pudełeczko zamiast papierka, bo tego jeszcze nie było? Pudełeczko zielone, jak sosna od szyszki, brązowe jak szyszka, czy lodowato niebieskie? Liternictwo kaligraficzne, czy proste? Wreszcie pora na dopracowanie projektu. Następnie szuka się drukarni, która wydrukuje szablony pudełeczek, kogoś, kto zrobi drewniane patyczki, uformuje szyszki z dropsów na tych patyczkach i zapakuje w te pudełeczka, zleca się odpowiednim firmom odpowiednie zadania. Produkt jest, więc wypłata, urlop.

W studiu projektowym zajęcie znajdują graficy, absolwenci wzornictwa przemysłowego, artyści-projektanci. Nie chodzi jednak o papier z odpowiednim tytułem z odpowiedniej uczelni, ale o to, co potrafi się wydobyć z głowy, co i jak z tego stworzyć. Praca odbywa się głównie w środowisku Adobe: Photoshop, Illustrator, InDesign, do czego dochodzą CADy, w których projekty trójwymiarowe na ogół są zamawiane z zewnątrz w oparciu o płaskie obrazy z wcześniejszych trzech od Adobe, wykonywane przez studio. Do tego przydaje się rozeznanie w formatach, na jakich się pracuje: oprócz klasycznego RGB (ang. Red Green Blue), gdzie każdy piksel opracowanego obrazu jest zapisywany w naszych „jotpegach” jako ilość czerwieni, zieleni i niebieskiego potrzebnej na jego odwzorowanie przez podstawowe komórki matrycy ekranu (biel to pełne nasycenie wszystkimi trzema, rozświetlenie wszystkich, czerń to pełne wygaszenie), pojawia się potrzeba stosowania CMYK (ang. Cyan Magenta Yellow Black), już nie do odwzorowania na ekranie, lecz do druku. Poszczególne litery oznaczają podstawowe barwy drukarskie i jest to informacja dla zakładu poligraficznego czy drukarni, która zajmie się realizacją projektu. Do tego dochodzą tekstury, gramatury i fizyczne właściwości materiałów, czyli potrzebna jest znajomość narzędzi oraz pewna doza doświadczenia.

Para-Buch ma na swoim koncie szereg znakomitych projektów, wśród nich wnętrza laboratoriów Centrum Nauki Kopernik, gadżety promocyjne CNK, identyfikacje wielu firm. Młody zespół zdobył też prestiżowe nagrody: nagrodę Stowarzyszenie Twórców Reklamy w kategorii design - projekty identyfikacji wizualnej oraz Red Dot Communication Design 2012 za identyfikację Gospodarstwa Ogrodniczego Łęgajny. Wszystko to zaimponowało uczestnikom wycieczki.

Jarosław Szeja

 
Michal Krupa