Nasza cząstka

...przodkowie są częścią nas. Widuję pewnych staruszków. Mają syna, który zapomina, że ma rodziców. Żyją samotnie, choć on żyje dzięki nim. Czy na miłość i szacunek trzeba zasłużyć? Czy wystarczy być rodzicem? Jak traktować rodzica, który dał nam życie, a następnie oddał światu nie zaspakajając żadnych potrzeb poza fizjologiczno-materialnymi? Dlaczego dzieci często odwracają się od swoich przodków? Czy relacja dziecko - rodzic jest odbiciem lustrzanym wcześniejszej rodzic - dziecko? Często stosunki z naszymi przodkami okazują się bardzo trudne, jesteśmy jednak ich częścią, czy nam się to podoba, czy nie.

Od kilku lat każdy dźwięk telefonu włącza we mnie obawę czy nie zwiastuje wiadomości o odejściu mojej babci. Dzieje się tak, odkąd skończyła dziewięćdziesiąt lat. Była tak świetnie funkcjonującą osobą, że nikomu wcześniej nie przyszło do głowy, że może wydarzyć się coś złego. Taka rocznica mimo wszystko nastraja do refleksji. Niektórzy powiedzieliby, że to naturalne. Często nie odczuwamy dużego żalu, gdy umiera tak wiekowa osoba.

Moja babcia źle się poczuła. Pojechałam do niej najszybciej, jak mogłam. Bałam się tej wizyty, któż lubi szpitale. Jednak, gdy się tam znalazłam, nie chciałam wracać. Zobaczyłam drobną, bezbronną staruszkę, której jestem częścią. I jestem z tego dumna. Czułam, że jestem tam gdzie powinnam być. Pomyślałam, że tam dom nasz, gdzie serce nasze. Pierwszy raz nie myślałam głównie o tym, aby jak najszybciej wyjść. Było mi dobrze przy niej. Miejsce nie miało znaczenia . „Koleżanka” babci z sąsiedniego łóżka nie mogła pojąć, że tak dbamy o tą naszą staruszkę. Słyszała, jak kilkakrotnie prosiłam, aby zamieszkała u nas i nie mogła zrozumieć, że naprawdę chcemy się nią opiekować. A my chcieliśmy, bo ta nasza babcia była tak dzielna i samodzielna, zawsze uśmiechnięta, zawsze wspaniale dbała o dom, o nas. Nie była ideałem, nikt z nas nie jest. Ale była porządną, uczciwą, pracowitą kobietą. Ciężko pracowała i nie narzekała. Do momentu, gdy znalazła się w szpitalu opiekowała się jeszcze swoim niezaradnym synem. A teraz, nie prosi o opiekę, sama próbuje wstać, choć już nie ma siły. Krępuje się, chociaż tłumaczymy jej, że mamy okazję, aby się odwdzięczyć. Teraz my możemy troszczyć się o nią.

To takie dziwne. Bo mogłaby żyć, chce żyć. Chce siać w ogródku, chce sama gotować, bo nikt tak smacznie nie potrafi. I nie może. I wie, że to koniec. I takie wydaje się to życie bez sensu. Minęło jej jak jeden dzień. Gdyby tak dotknąć czarodziejską różdżką jej ciało i je uzdrowić! Lecz to nie bajka - to życie, które miało sens. Jest częścią nas, tą lepszą częścią. I zawsze w nas pozostanie. Wspaniale, gdy możemy być dumni z naszego pochodzenia, gdy mamy kogo zapytać o radę albo uciec do bezpiecznego miejsca z dzieciństwa, gdy jest nam źle. Nie wszyscy mamy to szczęście. Wielu ludzi napotkało problemy w relacjach z rodzicami. Swoją drogą, rzadko staramy się naprawdę zrozumieć swoich rodziców. Jakby nie kształtowały się jednak nasze stosunki, faktem jest, że tworzymy całość złożoną z cząsteczek wielu pokoleń. Nie jesteśmy zupełnie różnymi osobami, chociaż nie jesteśmy też identyczni. Nie wszystko może nam się podoba, w nas, rodzicach czy dziadkach. Ale jak wykorzystamy to, co otrzymaliśmy, zależy ostatecznie od nas. Czy rozwiniemy dobre cechy a zmienimy złe. W różnych kulturach różny ludzie mają stosunek do starszych ludzi. Gdzieś są doceniani, ich mądrość i doświadczenie, a gdzieś nie. Całe życie korzystam z talentów mojej babci. Od niej uczyłam się gotować i dbać o dom. Po niej mam przekonanie, że sama (niestety J) wszystko zrobię najlepiej. Jest częścią mnie.

Marysia

 
Michal Krupa