Walczymy do końca!

 

 

Już raz bałam się, że mój synek umrze. Nigdy więcej nie chcę tego przeżyć, tego nie powinien przejść żaden rodzic… Wada serca, skrajnie niebezpieczna - to przez nią Damianek walczy o życie. Wiem, że największą szansę ma w Munster - tam zaplanowana jest trzecia, ostatnia już operacja. Bardzo prosimy o pomoc… Pół serca Damianka musi wystarczyć mu na całe życie. Jak długie będzie? Zależy od tej najważniejszej operacji.

Byłam w 20 tygodniu ciąży, gdy dowiedzieliśmy się, że z sercem dziecka jest coś nie tak. Pojawił się nieopisany strach… Jeszcze była nadzieja, że to może pomyłka, że wraz ze wzrostem serduszko wyzdrowieje. Niestety, każde kolejne badanie potwierdzało najgorsze - mieliśmy przygotować się, że synek urodzi się z połową serca… 

Zaledwie pięć minut był w stanie oddychać sam - zaraz po przyjściu na świat zaczął sinieć, jego serduszko umierało… Lekarze podłączyli lek, który miał za zadanie utrzymać Damianka przy życiu do pierwszej operacji. Ta odbyła się w Centrum Zdrowia Dziecka, w 10 dobie życia synka. Przebiegła bez komplikacji. Po miesiącu szykowaliśmy się do wymarzonej chwili - powrotu do domu, gdzie czekał stęskniony starszy brat Damiana, Bartuś. Nie doczekał się jednak…

Chwilę przed wypisem zauważyłam, że z rany pod pachą coś wycieka. Poinformowałam lekarkę, zatrzymali nas w szpitalu. Damianek znów trafił na stół operacyjny - trzeba było oczyścić ranę, mogło wdać się zakażenie. Nie chcę myśleć o tym, co mogłoby się stać, gdybym niczego nie zauważyła. Z domu mamy 70 km do najbliższego szpitala…

Damian rozwijał się prawidłowo, czekaliśmy na drugą, planowaną operację. Miała odbyć się we wrześniu 2018 roku, ale ciągle dostawaliśmy decyzje o jej przełożeniu. W grudniu Damian przestał oddychać. Karetka, szpital, strach o życie. Dopiero wtedy, w styczniu 2019 roku, przyjęli synka na oddział i odbyła się kolejna operacja. Choć zostaliśmy poinformowani, że przebiegła zgodnie z oczekiwaniami, to powikłania były straszne…

Przez dwa tygodnie za Damianka oddychał respirator. Nie mogliśmy być cały czas przy synku. Pewnego razu pielęgniarka powiedziała nam, że w nocy dziecko przestało oddychać, znów musieli podłączyć je do respiratora! Za każdym razem, gdy widziałam, że synek odzyskuje siły, chce się bawić, ktoś przychodził i dawał mu zastrzyk usypiający. Dopiero po mojej interwencji przestali ciągle usypiać synka. Niestety, ze skutkami walczymy do dziś.

Przed drugą operacją Damian rozwijał się dobrze - stawał, zaczynał chodzić. Po wszystkich komplikacjach związanych z operacją miałam nagle 1,5-rocznego niemowlaka. Synek nie był w stanie sam utrzymać główki… Zaczynaliśmy od początku, ale było coraz trudniej. Walczymy jednak o każdy postęp.

W październiku Damian skończy 3 latka. Znowu zaczyna chodzić. Bardzo chciałby już biegać, wyciąga rączki do dzieci, chce bawić się ze starszym bratem. Zbyt szybko traci siły - dyszy, chce na ręce. Jego serce słabnie…

Od rodziców innych dzieci z wadami serca dowiedzieliśmy się o profesorze Malcu i klinice w Munster, gdzie operuje. Bardzo chcemy jechać tam na trzecią planową, mamy nadzieję ostatnią operację serca. Po konsultacji z prof. Malcem mamy już kwalifikację i koszt operacji. Niestety, musimy zapłacić za nią sami, a to nas przerasta…

Nie jesteśmy w stanie uzbierać takiej kwoty, tym bardziej w tak krótkim czasie, dlatego zdecydowaliśmy się poprosić o pomoc. Wiemy, że to największa szansa dla naszego synka. Chcemy tylko, by żył szczęśliwie, by jego połowa serduszka mogła bić długie lata… Bardzo prosimy, uratuj naszego Damianka!

Mama Lucyna, tata Andrzej, braciszek Bartek