Archiwum

Ciąg dalszy sporu o prawdę

Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Łochowie po raz kolejny padły kłamstwa ze strony burmistrza Roberta Gołaszewskiego. Tym razem pomówił on radną Urszulę Kalinowską, a przy okazji jednego z nas. Zarzucił, że Robert Zaliwski dostał od Urszuli Kalinowskiej zrzuty ekranu z wpisami mieszkańca Łochowa, który na stronie facebookowej burmistrza zadał konkretne pytania dotyczące okoliczności wydania pozytywnej opinii na wiadukt w ciągu ul. Wyszkowskiej przez Roberta Gołaszewskiego.

 

Mieszkaniec chciał wiedzieć, jak jednoosobowe uzgodnienie ma się do postanowień zawartych w Europejskiej Karcie Samorządu Lokalnego i warunków przetargu. Jego pytania były niewygodne i kłopotliwe dla burmistrza, gdyż podważały oficjalną wersję wydarzeń. Dlatego szybko po publikacji zniknęły z jego strony. Robert Zaliwski na poprzedniej sesji zapytał, kto usunął te wpisy mieszkańca, ale nie sugerując, że zrobił to burmistrz. Tymczasem Robert Gołaszewski oskarżył nieobecnego na sesji i nie mogącego się do tego odnieść Roberta Zaliwskiego, że twierdził on, jakoby wpisy usunął sam burmistrz. Co gorsza, Robert Gołaszewski powiedział, że to radna Urszula Kalinowska dała Robertowi Zaliwskiemu zrzuty z ekranu i skłoniła go do odczytania tych wpisów na sesji. Jest to wyjątkowe kłamstwo i pomówienie, w dodatku sugerujące, że Robert Zaliwski jest „słupem” i narzędziem w rękach radnej. A przecież wpisy mieszkańca były publicznie widoczne i każdy, kto je przeczytał, zanim zostały skasowane, mógł zrobić zrzut ekranu. Nie wiemy, co mieszkaniec powiedział Robertowi Gołaszewskiemu, ani kto usunął wpisy, dlatego Robert Zaliwski zadał o to pytanie na sesji. Podobne pytania zadawał niejednokrotnie, także w trybie dostępu do informacji publicznej. Burmistrz nie ma prawa insynuować i oczerniać mieszkańców. To, że mamy inne zdanie w sprawie inwestycji w ciągu ul. Wyszkowskiej nie upoważnia go do traktowania nas jak wrogów i pomawiania o rzeczy, których nie robimy. Są pewne granice.

Burmistrz na sesji odniósł się także do kwestii wycinki drzew na ul. Wyszkowskiej, Węgrowskiej i Al. Łochowskiej. Pragniemy wyjaśnić, że wycinka ta został dokonana przez firmę PORR Infrastructure S.A. bezprawnie. Wykonawca nie ma żadnego pozwolenia i dokumentu potwierdzającego możliwość wycinania konkretnych drzew. Nie powinien również, nie mając pozwolenia na budowę, wchodzić na jej teren.

Powstaje też pytanie, dlaczego wszystkie instytucje (GDDKiA, PKP PLK S.A., Urząd Gminy i Nadleśnictwo Łochów), na których obszarze była dokonywania wycinka, dopuściły do niej bez żadnej podstawy prawnej. Sprawa została skierowana na policję z żądaniem okazania dokumentu zezwalającego na wycinkę. Aktualnie jest rozpatrywana. Informujemy, że bez prawomocnego pozwolenia na budowę nie wolno wchodzić na teren inwestycji i realizować wycinki drzew. Dziwi też fakt, że Nadleśnictwo w Łochowie, którego jest zadaniem jest dbanie o przyrodę i zasoby leśne, bez odpowiednich dokumentów dokonało wycinki na swoim terenie. Według polskiego prawa na każdą wycinkę musi być pozwolenie, nawet jeśli odbywa się ona na terenie właściciela (w tym wypadku - Skarbu Państwa). W sumie wycięto ok. 300 ponumerowanych i zinwentaryzowanych drzew plus kilkaset drzew, które nie miały numeracji na terenie gruntów należących do Lasów Państwowych. Razem daje to liczbę ok. 800 wyciętych drzew.

Przypominamy, że kwestia procedury urzędowej odnośnie inwestycji w ciągu ul. Wyszkowskiej dzieje się w dwóch równoległych płaszczyznach. Pierwsza z nich to decyzje administracyjne budowlane. Tu mamy (w pierwszej instancji) decyzję lokalizacyjną Wojewody Mazowieckiego (dul), wobec której złożyliśmy odwołanie do Ministerstwa Infrastruktury (druga instancja) i od roku czekamy na odpowiedź. Ministerstwo wyznaczyło nam kolejny termin odpowiedzi na 13. marca br. Brak rozpatrzenia naszego odwołania przez Ministerstwo oznacza, że (dul) nie jest prawomocny. Zatem na jego podstawie nie można dokonywać wycinki drzew. Wykonawca niesłusznie więc powołał się na (dul), tłumacząc wycinkę. W przypadku, gdyby Ministerstwo negatywnie rozpatrzyło nasze odwołanie, pójdziemy do Sądu Administracyjnego.

Druga płaszczyzna to procedura środowiskowa. Tu, z kolei, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wydała decyzję środowiskową, zaskarżoną przez nas do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Pierwszej z tych decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności, ale po zmianie końcowej decyzji GDOŚ rygoru już nie ma. Co więcej, skierowaliśmy ją do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i obecnie jesteśmy w trakcie oczekiwania na termin pierwszej rozprawy. Prawdopodobna wygrana przez nas sprawy przed WSA będzie skutkować zahamowaniem całej inwestycji, gdyż ostateczna decyzja środowiskowa jest warunkiem do wydania pozwolenia na budowę. Przypominamy, że w Polsce istnieje dwuinstancyjność postępowania, a zatem jeśli WSA wydałby wyrok dla nas niekorzystny, możemy złożyć skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Nawet gdyby doszło do próby wydania pozwolenia na budowę, procedura zaskarżania jest dokładnie taka sama: będziemy składać odwołanie najpierw do Ministerstwa, a następnie do WSA i NSA (w razie potrzeby). W związku z czym doprawdy nie wiemy, na jakiej podstawie burmistrz twierdzi na sesji, że ktoś buduje wiadukt... Jeżeli burmistrz Łochowa wie, że radna Urszula Kalinowska rzekomo dawała zrzuty z ekranu Robertowi Zaliwskiemu, to może Robert Gołaszewski wie również, gdzie podziały się akta jego sprawy? Tej, w której ma postawiony zarzut prokuratorski. Pytamy więc, kiedy dokumenty wrócą do Prokuratury w Węgrowie i dlaczego dotąd nie ma żadnych informacji w tak istotnej sprawie.

Tadeusz Chodzeński, Mirosław Pliżga, Robert Zaliwski