Nieustanna presja!

Unihokejowy sezon rozpoczął się na dobre. Za nami pierwsze mecze, bramki, kary i rozczarowania…

Podrażnieni poprzednim sezonem, w którym zajęliśmy najgorsze z możliwych miejsc, czyli czwarte (tuż za podium) obecny sezon rozpoczęliśmy zmotywowani, jak nigdy. Szczególny nacisk położyliśmy na przygotowanie fizyczne, którego momentami ostatnimi laty zawsze nam brakowało. Pierwsze spotkanie wygraliśmy wysoko z UKS Absolwent Siedlec 12:3. Tydzień później wyjazd do Zielonki i mecz z odwiecznymi rywalami. Przegraliśmy po dogrywce 8:7.

Plusem jest, że zdobyliśmy jeden punkt (z racji na remis w regulaminowym czasie gry). Najzabawniejsze, choć to śmiech przez łzy jest to, że wcale nie przegraliśmy przez braki w fizyczności, ani nasze głupie błędy. Po drugiej tercji wygrywaliśmy już 7:3! Tu dopiero zaczęły się schody… W ostatniej części meczu nasza gra polegała na tym, żeby dowieźć wynik. Czekamy tylko na końcowy  gwizdek sędziego, a przeciwnicy zdobywają kontaktową bramkę. Presja rośnie, ryzykujemy coraz mniej, cofamy się na swoją połowę. Jeszcze tylko parę minut i będziemy cieszyć się z historycznego zwycięstwa. Ale po raz kolejny nasz bramkarz wyciąga piłkę z siatki, robi się bardzo nerwowo. Trzy minuty przed końcem na tablicy było już 8:8. Udało nam się jakoś utrzymać remis, ale zaraz dogrywka… Presja jest ogromna. Ktoś może powiedzieć, że to żadna presja, że to tylko unihokej, jakaś gra dla zabicia wolnego czasu. Prawda jest taka, że zawsze denerwowało nas takie myślenie. Jeśli wkładamy w unihokej swój czas, wysiłek, pieniądze, a przede wszystkim serce, to bardzo mocno wszystko przeżywamy. W dogrywce po paru minutach tracimy bramkę i schodzimy z boiska pokonani. Widziałem smutek i ból w oczach chłopaków, którzy zagrali naprawdę świetny mecz. Ta porażka była dla nas przygnębiająca i siedziała w nas parę dni, ale powiedzieliśmy sobie uczciwie: MUSIMY GRAĆ DO KOŃCA! Oczywiście, ktoś powie, że to banał. Zgoda. Ale teraz wiemy, że nawet bardzo wysokie prowadzenie nie daje gwarancji wygranej. Tak samo w pierwszym meczu z Siedlcem w ostatniej tercji zagraliśmy słabiej, teraz to się powtórzyło. Może to dobrze, że po tylu latach grania docierają do nas kolejne, istotne kwestie, które tak często potrafiliśmy przeoczyć? Świadomość, że do końca trzeba walczyć w każdym meczu niech nam przyświeca przez cały sezon! Trzeci mecz wygraliśmy pewnie z KS Lokomotiv Czerwieńsk 8:2 i co ważne, to w ostatniej tercji zdobyliśmy najwięcej bramek! Koncentracja do końca. A z presją musimy nieustannie uczyć się grać. Tak się zastanawiam, co musiał czuć kapitan reprezentacji Polski w siatkówce Michał Kubiak przed serwisem w półfinałowym meczu Mistrzostw Europy ze Słowenią. Przeciwnicy mieli tzw. „match point” – jeden punkt do zwycięstwa. Czy uderzyć lekko i dać Słoweńcom możliwość ataku, czy zaryzykować i próbować zdobyć asa serwisowego? Kapitan uderzył mocno, ale niestety w siatkę. Nasi siatkarze przegrali. Każdy ze sportowców staje przed takimi dylematami. Presja jest ogromna, kto sobie z nią lepiej radzi ten wygrywa…

Na koniec warto pochwalić naszego obrońcę Rafała Guzka, który z racji absencji wice-kapitana Grzegorza Marszała zagrał z Czerwieńskiem na ataku i zdobył dwie bramki i jedną asystę. Dobra robota „Torcik”, zamieszczamy więc wywiad - pomidor z TobąJ

1. Mam najmocniejszy strzał w drużynie - NIE

2. Mój sposób na wykonanie rzutu karnego jest tak skuteczny, że żaden bramkarz nie zatrzyma tego w tym sezonie - POMIDOR 

3. Większość kar jakie zdobywam podczas meczu są głupie i nierozmyślne - TAK

4. Po zwycięskim meczu wyjazdowym drużyna w autobusie świętuje, a ja uczę się na egzamin - TAK

5. Jeśli chcemy zdobyć Mistrzostwo Polski to potrzebujemy wzmocnień - NIE

6. Grający trener - u nas się to nie sprawdzi - NIE

7. Da się pogodzić naukę i regularne treningi - TAK

8. Najlepsze dryblingi wychodzą mi w miejscu - TAK

9. Na boisku najlepiej dogaduję się z bratem - NIE

10. Wyrzucenie rywala za bandę daję mi satysfakcję - TAK

   Karol Miszczuk

 
Michal Krupa