Czyny mówią więcej

Oglądałam kiedyś program, w którym prowadzący dowodził, że człowiek uzależniony ma największe prawo zwracać nam uwagę na zagrożenie. Wszystkie spotkania mające na celu szerzenie wiedzy i rozpowszechnianie profilaktyki zapobiegającej narkomanii czy nowotworom prowadzą ludzie, którzy byli narkomanami czy też wygrali z rakiem. Na co dzień jednak, słuchamy ludzi, którzy w jakiś sposób potrafili na nas tak wpłynąć, że wydaje nam się, że powinni mieć rację. Tylko szkoda, że powinni najczęściej nie oznacza, że ją mają, zatem czyny więcej mówią o człowieku niż jego słowa.

 

Kilka miesięcy po moim ślubie, babcia mojego męża zaproponowała nam mieszkanie pod Warszawą. Umeblowane, za śmiesznie niskie pieniądze.  Pracę miałam zapewnioną. Wszystko tak świetnie się ułożyło. A my  nie skorzystaliśmy z tej szansy. Usłyszeliśmy, że sobie nie poradzimy. Posłuchaliśmy. Byliśmy młodzi. Nie potrafiliśmy zrozumieć, że człowiek, który sam wszystkiego się boi i dlatego nic nie osiągnął, nie może wiedzieć, jak jednak to coś osiągnąć. Wiele razy w życiu dokonujemy wyborów i rzadko mamy pewność, który  z nich jest właściwy.

Szukałam pociechy wszędzie oprócz własnej wiary. Widziałam to i nie rozumiałam dlaczego tak się dzieje. Aż nadeszły wielkopostne rekolekcje. Chodzimy do kościoła, słuchamy strzępów prawd, według których staramy się lub też powinniśmy starać się żyć. I wydaje nam się, że to wystarcza. A jednak nie.  Byłam u spowiedzi i otrzymałam pokutę. I choć nie powinno się może o niej mówić, przyznam, że miałam przeczytać fragment Biblii. I to była moja „eureka!”. Wiele czytamy. Bierzemy do ręki kryminały, romanse, czasopisma. A ilu z nas, w końcu ludzi wierzących, czyta Biblię? Ja przyznaję, nie czytałam. Wyłapywałam jakieś zasłyszane mądrości z innych religii, zamiast sięgnąć po własną. I nie łatwo mi się ją czyta. Nie łatwo mi zrozumieć całość organizmu Kościoła. Tak wiele złego teraz do nas dociera. Dociera nie z plotek czy mediów. Ale bezpośrednio. I gdy tak posłucham, nie jest mi łatwo wierzyć. Ale wierzę, bo „błogosławieni Ci, co nie widzieli, a uwierzyli”, bo był Jan Paweł II, „Bo jeśli będziecie miłować tylko tych, którzy was miłują, to jakaż czeka was za to nagroda?”. Lecz nie jest łatwo, bo Ci którzy mówią o prawdzie (nie koniecznie nawet duchowni), sami tą prawdą nie żyją. Bo uczciwość ma chyba dziś wiele znaczeń, których ja nie rozumiem. Nie wszystko jednak nawet chcę rozumieć. Dobry lekarz, który uczy się swojej profesji, widzi u siebie objawy wszystkich chorób, o których kolejno się uczy. Czasami niewiedza jest błogosławieństwem, ale czasami też lepiej zamieniać ją na wiedzę dobrą,  z dobrych źródeł i od właściwych ludzi. Tylko nie wszyscy potrafią czy nawet chcą odróżnić prawdę od Prawdy.

Jest taka reklama (oczywiście i niestety z podtekstem erotycznym), która szczerze mnie ubawia. Ubawia grą słów. Tygrys  mówi  do  mężczyzny:  „Masz  dwa  wyjścia,  możesz iść do łóżka,  albo  możesz iść do łóżka.” Te same słowa, a jakże różne mają znaczenia.

By­wa nieraz, że sta­jemy w ob­liczu prawd, dla których bra­kuje słów. Człowiek nie jest tyl­ko sprawcą swoich czynów, ale przez te czy­ny jest za­razem w ja­kiś sposób "twórcą siebie samego" - Jan Paweł II.

Marysia

 
Michal Krupa