Plan minimum wykonany!

Jesteśmy już poważną drużyną. A przynajmniej za taką się uważamy. Trenujemy długo, zawsze zakładamy sobie nowe cele i dążymy do ich realizacji. Mimo, iż unihokejowy sezon jeszcze się nie skończył, możemy być z siebie zadowoleni. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia!

Być znów w najlepszej czwórce w Polsce – był to dla nas plan minimum. Brawo, udało się. Ale czy po przegranym półfinałowym dwumeczu z obecnym jeszcze Mistrzem Polski drużyną Górale Nowy Targ czujemy niedosyt? Oczywiście i to bardzo duży. Zagraliśmy dwa dobre, równe spotkania. RÓWNE – to słowo klucz. Nigdy nie było to definicją naszych meczów. Powiedzmy sobie uczciwie. Od zawsze, gdy kibice oglądali nasze spotkania mogli w ciemno u bukmacherów stawiać,

że jedną tercję zagramy fatalną, beznadziejną i stracimy dużo bramek. Ta sytuacja nas prześladowała. Na szczęście w tym sezonie takiego wrażenia nie mamy. Bardzo mocno postawiliśmy się obecnym Mistrzom Polski. Przed własną publicznością przegraliśmy dopiero po dogrywce, a w rewanżu różnicą trzech bramek, chociaż wynik mógł być jeszcze bardziej stykowy. Oczywiście, zdarzały się indywidualne błędy, bezmyślne zagrania, niedojrzałe decyzje. Ale nie były one nagminne. Nie przesądziły o ostatecznej porażce. Po prostu zabrakło nam trochę umiejętności i „boiskowego cwaniactwa”.

Teraz pozostaje nam po raz drugi w historii walka o brązowy medal. Naszym rywalem będzie doskonale znany zespół MUKS Zielonka. Bilans z podwarszawską drużyną mamy fatalny, ale kiedy, jak nie teraz mamy z nimi wygrać?

Wierzymy, że uda nam się w końcu zdobyć wymarzony medal, ale wiara to nie wszystko. Jesteśmy na finiszu i jak nasi lekkoatleci na ostatniej prostej musimy dać z siebie wszystko! Mamy trochę czasu, by poprawić mankamenty. O podsumowanie półfinałowych zmagań poprosiłem kapitana zespołu Grzegorza Marszała:

W pierwszym spotkaniu podejmowaliśmy rywala na własnej hali, co tylko dodało nam pewności siebie. Wiedzieliśmy z kim się mierzymy i jaki mamy bilans meczów z „Góralami”. Każdy z nas podszedł do rywalizacji z podniesioną głową. Tak samo, jak my w sukces wierzyli nasi wierni kibice, którzy tłumnie przybyli, by nas wspierać. Dziękuję w imieniu całego zespołu. Doping był fantastyczny, jeden z lepszych w historii łochowskiego, ligowego unihokeja. W obu spotkaniach z najlepszej strony pokazali się bramkarze. Jakub Pawlik z Nowego Targu i Mariusz Sosnowski to aktualnie jedni z najlepszych golkiperów w kraju. „Maniek” udowodnił, że jest cały czas w wysokiej formie i potrafi wytrzymać presję. Cały nasz zespół był skupiony i zdyscyplinowany. W pierwszym meczu mam lekki żal do sędziów za niektóre decyzje, ale taki jest sport i nikt nie jest nieomylny. W drugim meczu sędziowanie było na wyższym poziomie, ale to z kolei my mieliśmy gorszy dzień. Niestety nie udało się. Ale po meczu uczciwie powiedzieliśmy sobie, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy i nie mamy czego żałować. Jedziemy do Zielonki po medal, a drużynie z Nowego Targu dziękujemy za rywalizację i powodzenia w walce o złoto!

To bardzo symptomatyczne, że praktycznie tak samo, słowo w słowo opisałbym te spotkania, jak kapitan naszego zespołu. Wielu innych zawodników z pewnością też. Pokazuje to, że w naszej drużynie panuje jedność i racjonalne podejście do własnych umiejętności, ale też słabości i wad. Stąpamy twardo po ziemi i wiemy, że żaden mecz sam się nie wygra. A jak przychodzą porażki, przyjmujemy je „na klatę” i chcemy się później jeszcze mocniej odegrać.

Na koniec jeszcze raz muszę wspomnieć świetną postawę naszych kibiców. Naprawdę nie spodziewaliśmy się takiego dopingu. Często na boisku nie było słychać, co krzyczy kolega kilka metrów od nas. Dawało to tak ogromną motywację, że czasem gęsia skórka przeszła po ciele. Bo przecież my nie gramy tylko sami dla siebie. Sukcesy są również, a może przede wszystkim dla kibiców. To forma podziękowania za wsparcie. Dziękujemy!

Karol Miszczuk

 
Michal Krupa