Jej wielki - mały świat

Ma wiele pasji, chociaż właściwie chyba jedną. Olbrzymią pasję życia. Jej wielki świat - to fryzjerstwo, mały - rodzina. Uwielbia piękne kobiety, one są dla niej inspiracją. O sile w życiu i spełnionych marzeniach rozmawiam z Moniką Dobosz.

Ewa Wyszomierska: Patrząc na Panią widzimy silną, samodzielną kobietę. Czy Pani sama czuje się silną kobietą?
Monika Dobosz: Wiem, że tak mnie większość postrzega i tak też się czuję, mam  wokół siebie tak dużo dobrych ludzi, że nie może być inaczej, moja siła bierze się z tego, co mnie otacza. Pomaga mi mój mąż, bardzo pomagają mi również moi rodzice, przyjaciele, dużo siły daje mi wiara, dlatego mogę realizować się  zawodowo i prywatnie.

E.W. Czyli ta siła, to sztuka już w dorosłym życiu czy wychowanie?
M.D. Myślę że na pewno dużą rolę w moim życiu odegrało wychowanie, ale dorosłe życie jest również znakomitym nauczycielem, ponieważ świat zmienia się  bardzo szybko i nie ma wyjścia trzeba nadążać, jeżeli oczywiście chce się być zauważonym.

E.W. Myślę jednak, że jest to również  kwestia wychowania.
M.D. Tak, poprzeczkę miałam stawianą zawsze wysoko. W pierwszym odczuciu, to było jakby podcinanie skrzydeł. Potem  jednak okazywało się, że mnie to uskrzydla. Lubię się rozwijać, realizować i wszystko co robię, staram się jeszcze ulepszać.

E.W. To też jest chyba sztuka rodziców, bo czasami tak są stawiane  wymagania, że dzieci reagują przeciwnie. Nie potrafią im sprostać.
M.D. Tak, ale to jest chyba  indywidualna sprawa każdego człowieka. Niektórych ludzi podnoszenie poprzeczki motywuje, innych zniechęca do jej pokonania. Pomimo wymagań stawianych na mojej drodze,  byłam w życiu również rozpieszczana przez rodziców. A przede wszystkim  mama stworzyła bardzo ciepły, rodzinny dom w którym zawsze unosił się zapach świeżego ciasta i pysznego obiadu. Czułam się, jak w takim gniazdeczku, bardzo było mi dobrze. Tata może był bardziej stanowczy w relacjach, ale odbierałam go jako poukładanego, ciężko pracującego strażnika naszego  domu, który z każdą sytuacją świetnie sobie poradził.

E.W. W którym momencie  pojawiło się fryzjerstwo ?
M.D. A fryzjerstwo …. chyba od dziecka. Moi rodzice nie chcieli abym wykonywała ten zawód. Mama próbowała uczyć się fryzjerstwa, miała jednak uczulenie na chemikalia i musiała zrezygnować. Ponieważ miała okazję przekonać się, że fryzjerstwo to bardzo ciężka praca, próbowała mnie do niej zniechęcić, ale na szczęście bez skutku. Pomimo, że bardzo dobrze uczyłam się w szkole, wybrałam swoje marzenia. Mój tatuś najbardziej przeżywał właśnie to, mówił że powinnam pójść do liceum, skończyć studia i dopiero wtedy zająć się fryzjerstwem. Uważałam, że to strata czasu. Zresztą jak się przekonali później realizując się zawodowo można jednocześnie skończyć liceum i studiować.  Fryzjerstwo zawsze postrzegałam inaczej. Pomimo, że jestem wychowana tutaj, w środowisku małomiasteczkowym, to fryzjerstwo było dla mnie wielkim światem. Chciałam  stworzyć wyjątkowe miejsce, szczególnie dla kobiet, ponieważ uwielbiam piękne kobiety i to one mnie właśnie najbardziej inspirują. To miało być takim oknem na świat, żeby kobieta, również ta z małego miasteczka, czuła się bardzo luksusowo, mogła mieć na wyciągnięcie ręki to, co do niedawna oglądała tylko w telewizji.

E.W. I chyba tak się czuje?
M.D.  Mam nadzieję, że tak. Z resztą, często jest tak, że do fryzjera, zwłaszcza kobiety, nie dyskryminując mężczyzn, przychodzą  dla poprawienia sobie humoru. Mówimy często „mam chandrę, pójdę coś ze sobą zrobię”. Spotkanie z fryzjerem, może zastępować wizytę u psychologa. Włosy owszem, to priorytet, natomiast zawsze, oprócz wykonywania fryzury, rozmawiamy z klientem. To, uważam, jest w moim zawodzie najtrudniejsze. Raczej nie zdarzają mi się problemy techniczne, ponieważ z moim doświadczeniem zawodowym świetnie sobie z nimi radzę. Natomiast najtrudniejsze jest dla mnie stykanie się z różnymi historiami. Są to zarówno historie wesołe, przyjemne i lekkie, ale często zdarzą się te smutne i przytłaczające, jak czyjaś choroba, nieszczęście lub zły dzień. Rozmawiając z moimi klientami staram się, a jest to bardzo trudne, żeby te rozmowy nie wpływały na moje życie osobiste, bo w domu czeka na mnie cudowna rodzina, dla której mój dzień nie kończy się po wyjściu z salonu.

E.W. I ten wielki świat udało się Pani stworzyć.
M.D. Uważam że tak, a nawet ten mój własny, wielki świat doceniają nasi znajomi i klienci. Zwłaszcza kiedy ktoś przyjeżdża do mnie z innego regionu Polski. Przejeżdża sobie przez szare miasteczko i nagle wchodzi do mojego salonu i takie ”Wow!”. Moja koleżanka kiedyś do mnie powiedziała, „ Ty jesteś jakby innym światem w tym świecie łochowskim, to tak jakby się wchodziło w inny wymiar”. Doszliśmy do tego bardzo ciężka pracą, razem z mężem. Jestem  bardzo dumna z tego, że udało mi się stworzyć takie miejsce.

E.W. Widać, że lubi Pani urządzać wnętrza. Jakiś czas temu zmieniła Pani zupełnie wystrój salonu, króluje szaleństwo kolorów i formy.
M.D. Bardzo lubię takie wyzwania. Szaleństwo kolorów, które  jest w moim salonie, to taki mój artyzm i inspiracja do pracy. W domu lubię inne klimaty. Klasyczne i stonowane, po to żeby wrócić  i dobrze odpoczywać, natomiast  w pracy, to jakby….  ewoluuję pod wpływem stylu jaki tam panuje. Na początku mojej przygody z fryzjerstwem, stworzyłam miejsce  klasyczne, proste w swojej formie w bardzo stonowanych kolorach. Dążyłam do elegancji, do dorosłości, żeby być taką dystyngowaną, elegancką, poważniejszą niż często w młodym wieku się bywa. Natomiast teraz  jestem dojrzalszą, pewniejszą swoich wyborów  kobietą i nie boję się szaleństwa, które mnie bardzo pozytywnie nastraja i pobudza do świetnych pomysłów w mojej pełnej artyzmu pracy.

E.W. Dojrzałą i myślę troszkę już spełnioną. Nie musi Pani szukać swojej pozycji ,może Pani po prostu wyrazić siebie.
M.D. Tak, ale tę pozycję staram się  ciągle utrzymywać na odpowiednio wysokim poziomie. Ja nigdy nie spoczywam na laurach.


E.W. Pewność siebie wyklucza skromność?
M.D. Absolutnie nie, nigdy nie starałam się być wyniosła. Staram się tylko pewnie stąpać po ziemi. Mój zawód, a raczej zawody, narzucają mi wychodzenie przed szereg, nie mogę być „schowana w kąciku”, bo nikt by nie zrozumiał mojego przekazu, a może nawet nikt by go nie usłyszał. Trzeba być pewnym tego, co się robi, bo tylko wtedy sukces jest gwarantowany. Uważam się za skromną osobę i nie staram się o to, żeby ktoś czuł się przy mnie gorszy. Nawet w pracy, pomimo że jestem szefową, to kiedy muszę kogoś pouczyć, staram się rozmawiać  partnersko.

E.W. Pewność siebie to też seksapil. Kilka lat temu, na balu, na który graliście, miała Pani piękną złotą, błyszczącą sukienkę. Moja znajoma, która uwielbia być w centrum uwagi, poczuła się jednak mniej atrakcyjna i zazdrosna o spojrzenia męża.
M.D. Często spotykam się z takimi sytuacjami.  Uważam jednak, że jest to raczej problem tych, którzy odczuwają jakiś dyskomfort związany z moją obecnością i moim wyglądem, niż fakt, że ja staram się ich sobą przytłaczać. Tutaj, tak mi się wydaje, pojawiają się kompleksy  tych osób. Dla nas zawsze ludzie na parkiecie są ważniejsi od nas samych, bo to dla nich tam jesteśmy. Ważne jest dla mnie to, że mój drugi zawód, śpiewanie, oprócz tego, że jest moją pasją, ciężką pracą i spotkaniem z paczką fajnych przyjaciół, to jest również formą przebierania się. Uwielbiam możliwość zmiany wizerunku, czuję się jakbym wychodziła do teatru i miała do odegrania jakąś rolę. Nigdy nie ubieram się tak do pracy  czy idąc po zakupy. Chodzi tu o błyszczenie, swobodę i szaleństwo , czasem mam bardzo krótką spódniczkę, przykleję sobie rzęsy, zrobię mocniejszy makijaż. Ja się tym bawię. To jest styl, w który ja się bardziej przebieram, niż płynie on z mojej osobowości. Uważam, że to jest takie miejsce, gdzie powinno się błyszczeć.

E.W. Zazdroszczę, fajny sposób na odrobinę szaleństwa.
M.D. Tak, można poszaleć. Myślę że właśnie tego można mi pozazdrościć. Uwielbiam to. Ja też mam jakieś kompleksy, ale bardzo lubię piękne, zadbane kobiety. Bardzo często pokazuję mojemu mężowi jakąś piękną dziewczynę i nie jestem o nią zazdrosna, tylko ją podziwiam.

E.W. Ja też czasami widząc piękną dziewczynę,  nie mogę oderwać wzroku. Mężczyzn jakoś nie widuję tak przystojnych.
M.D. Niestety w Polsce panowie nie dbają za bardzo o siebie. Przystojnych mężczyzn widziałam na przykład w Londynie, jak byłam na szkoleniu. Fajnie ubrani po prostu. Szata nie zdobi człowieka, ale jednak kilka dobrze dobranych drobiazgów podkreśla to, co trzeba.

E.W.Wielki świat.
M.D. Już teraz nie taki wielki, kiedyś był niedościgniony. Staram się przynajmniej dwa razy w roku wyjeżdżać za zagranicę na szkolenie. Nie dlatego, że nie podobają mi się szkolenia w Polsce, bo na takie też wyjeżdżam, ale za granicą odważniej podchodzą do trendów. Raz na dwa, trzy miesiące wyjeżdżam na szkolenia krajowe, jestem zrzeszona również w grupie doradców  fryzjerstwa w Polsce. Jest to grupa najlepszych fryzjerów wyłoniona poprzez egzamin praktyczny i teoretyczny. Organizują nam szkolenia dwa, trzy razy w roku z nowości jakie się pojawiają na rynku fryzjerskim, czyli kosmetyki, kolory, technik itd. Szkolenia te są dla mnie bardzo przydatne w pracy.

E.W. Sama wyszukuje Pani sobie szkolenia?
M.D. Tak, szukam tego, co mnie interesuje czy inspiruje. Lubię, kiedy ludzie są zadowoleni z mojej pracy i kiedy mój personel się rozwija. Moi pracownicy również mają możliwość rozwoju na wyjazdowych szkoleniach, ale często też organizuję  im szkolenia w salonie. W wielu technikach, które się pojawiają wymyślam własne udoskonalenia. Fryzjerzy w Polsce niestety za mało się kształcą, boją się odważyć,  fryzjerstwo niestety  często jest przez wielu postrzegane jako szablonowe rzemiosło.

E.W. To profesjonalizm pozwala na  swobodę i improwizację.
M.D. Trzeba oczywiście zacząć od podstawy, bo tylko dobry fundament pozwoli piąć się w górę. Potem trzeba dążyć do perfekcji  i sięgać tylko po najlepsze źródła.

E.W. Ma Pani idealną sytuację, z jednej strony wsparcie rodziny, z drugiej  wymarzony „wielki świat”.
M.D. Tak uważam, że jestem szczęściarą. Czasem myślę, że trzeba uważać z marzeniami , ponieważ mogą się szybko spełnić. Moja praca to wymarzone miejsce na  spełnianie swoich ambicji zawodowych i ciekawość spotykania tam różnych ludzi oraz praca w fajnym zespole. Najcudowniejsze jest jednak to, że mam rodzinę taką, jaką sobie wymarzyłam czyli dużą z zawsze wspierającym mnie mężem. Chociaż co do ilości dzieci prowadziłam negocjacje z moim  mężem, bo jak to porządny mężczyzna, myśli o tym, aby zapewnić rodzinie dobry poziom życia, o tym żeby dzieci dobrze wychować na porządnych, wykształconych ludzi. A wiadomo duża rodzina to duże koszty. Mój mąż jest bardzo ambitny w swoich celach, a przy tym bardzo angażuje się w życie rodzinne. Chętnie zajmuje się dziećmi, pomimo swojej ciężkiej, wielogodzinnej pracy. Dzieci go uwielbiają. Pomaga mi dużo w domu. Potrafi wstawić pranie czy włączyć zmywanie, dzieciom rano robi kanapki do szkoły, jest dla mnie ogromną pomocą i oparciem. Moje dzieci to kalejdoskop charakterów. Najstarsza córka Adusia - urodzona gwiazda sceny, szalona i jednocześnie bardzo wrażliwa i empatyczna, średnia córeczka Karolinka, to małe dziecko, uwielbiające muzykę i taniec, które czasami zadziwia swoim dorosłym zachowaniem, a najmłodszy Ignaś, to cudowny człowieczek, który jest z nami od niedawna a wydaje nam się że jest od zawsze. Wita nas co rano szerokim bezzębnym uśmiechem, który nastraja nas na cały dzień. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, jest największym moim sukcesem i moją dumą.

E.W. Jest Pani niezwykle zdyscyplinowaną osobą.
M.D. Tak lubię być poukładana i planować, ale jestem zodiakalnym bliźniakiem czyli z jednej strony szaleństwo, spontaniczność, kontakt z różnymi ludźmi, bo uwielbiam ludzi. Z drugiej jednak strony, lubię ukryć się w zaciszu mojego domu przy kominku, pod ciepłym kocykiem popijając gorące kakao, lub lampkę czerwonego wina i pobyć tylko ze sobą.

E.W. Takie dojrzałe macierzyństwo jest fajniejsze?
M.D. Tak. Fajne jest to, że jestem spokojniejsza , bardziej doświadczona, choć niepewności i tak jest miliony. Na pewno też bardziej staram się pielęgnować i kodować każdą chwilę i każde nowe wydarzenie.

E.W. Pani mąż był przy porodach?
M.D. Nie, mój mąż jest bardzo wrażliwym człowiekiem i nie wyobrażaliśmy sobie jego obecności w tym momencie, większym stresem dla mnie byłaby jego obecność. Myślę, że czułby się bardzo źle, że nie byłby w stanie mi pomóc, a ja tej pomocy oczekiwałabym od niego, więc nie chciałam go obarczać taką odpowiedzialnością. Była ze mną moja  przyjaciółka, która bardzo dzielnie wspierała mnie w tych trudnych chwilach. Z resztą jest to osoba, która oprócz tego, wiele  razy pokazała mi na czym polega bezinteresowna pomoc, za co jestem jej bardzo wdzięczna.

E.W. To rzadkość dzisiaj, prawdziwa przyjaźń.
M.D. Tak, teraz prawdziwy przyjaciel to rzadkość. Powiedziałabym, że definicja przyjaciela straciła na wartości. Często młodzi ludzie nadużywają definicji przyjaciel , tu mam przyjaciół, tam mam przyjaciół, nazywają tak wszystkich znajomych. A przyjaźń to nie tylko dobra zabawa, kiedy wszyscy jesteśmy uśmiechnięci, piękni, zdrowi i młodzi. Strasznie dużo jest niestety fałszywych przyjaciół.

E.W. Prawdziwy mężczyzna płacze?
M.D. Oczywiście. Nasze uczucia nie mają płci. Po prostu albo się ktoś wzrusza albo nie, jednego boli bardzo, a inny powie, że to jak ukąszenie komara i nie jest to zależne czy jest to kobieta czy mężczyzna. Dla mnie mężczyzna który pokazuje swoje prawdziwe uczucia , nawet jeśli towarzyszy temu mokra kropla na policzku, to prawdziwy maczo. Znam dobrze takiego jednego, ma na imię Andrzej…

E.W. Aż trudno uwierzyć, że można mieć tak wszystko zaplanowane?
M.D. Można. Uważam, że ludzie za szybko rezygnują ze swoich celów. Ja postawiłam sobie określone cele i ciężko pracuję żeby je zrealizować. Często pojawiają się jakieś trudności czy nieżyczliwi ludzie , ale staram się stawić temu czoła i z uśmiechem na twarzy idę do przodu. Bo przecież mam wspierającego mnie męża, cudowne dzieci, wspaniałych rodziców, oddanych przyjaciół. Uważam, że jestem szczęściarą, że mam takich ludzi wokół siebie.

 
Michal Krupa