Strażacy już na sygnale

Większość z nas z utęsknieniem czeka zakończenia zimy i powrotu słonecznych wiosennych dni. Gdy tylko temperatura powietrza wzrośnie do przyjemnych, dodatnich temperatur, a pierwsze promienie słońca wyjdą zza chmur, chętniej wybieramy się na spacer, obserwujemy naturę i cieszymy się, powrotem kolorów w otaczającym nas szarym pozimowym świecie.

Jednak jest grupa ludzi, którzy na powrót wiosny patrzą zupełnie inaczej...

...Bardziej z wyczekiwaniem i w napięciu. Obserwują prognozy pogody i wzrastającą temperaturę powietrza wiedząc, że wcześniej czy później nadejdzie czas wytężonej pracy od zmierzchu do świtu. „Zaczęło się” - tak strażacy komentują moment, kiedy rozpoczyna się sezon wiosennej palności, a czerwone samochody bezustannie mkną „na sygnałach” do kolejnych pożarów.

Nie wypalaj traw” - z takim apelem od lat wychodzą strażacy,  aby przypomnieć wszystkim jak niebezpieczne i szkodliwe są pożary łąk i nieużytków rolnych. Pożary, które co roku zagrażają zdrowiu i życiu ludzkiemu oraz powodują olbrzymie straty środowiskowe i materialne.

Ostatnio jeden ze znajomych podsumował moje dywagacje na temat wypalania traw: „Wiesz, jakoś nie mogę uwierzyć, że pożary o których mówisz są takie niebezpieczne. No bo jak to możliwe, żeby nie móc uciec przed pożarem trawy?”. Przyznam, że mnie zaskoczył. Dla mnie  oczywistym jest, że pożary traw rozprzestrzeniają się z potworną prędkością (nawet do 50-60 km/h) oraz obejmują zasięgiem całe hektary powierzchni często przerzucając się na pobliskie lasy czy budynki mieszkalne i gospodarcze. W mojej świadomości to aksjomat, coś czego nie trzeba udowadniać, bo tak po prostu jest, przecież strażacy doświadczają tego co roku.

Z drugiej strony mój znajomy jest zwykłym obywatelem i jak większość ludzi trawę kojarzy z równo przystrzyżonym trawnikiem w parku, czy przydomowym ogródku. Faktycznie, pożar suchej roślinności w takim miejscu można, mówiąc kolokwialnie, „zadeptać” i przejść do porządku dziennego. Natomiast dla strażaka pojęcie pożaru traw przyjmuje zupełnie odmienne oblicze. Wyschnięta roślinność często osiąga wysokość ok. 1,5 metra lub więcej i w takich warunkach rozprzestrzeniający się ogień stanowi olbrzymie niebezpieczeństwo dla ludzi oraz ratowników śpieszących na pomoc. Strażacy całe dnie spędzają na nieustannym gaszeniu oraz podejmują olbrzymi wysiłek robiąc wszystko, aby pożar nie zagrażał ludziom oraz ich mieniu. Niestety, często pożar wymyka się spod kontroli i mimo obecności służb ratowniczych przenosi się na obszary leśne lub zbliża się pod zabudowania, które obraca w popiół. W efekcie dochodzi do wielu ludzkich tragedii spowodowanych niszczycielskim działaniem ognia.

Dlaczego więc co roku na przełomie zimy i wiosny powstają pożary wysuszonej roślinności? W woj. mazowieckim w 2012 roku odnotowano ponad 12 tys. pożarów traw, co stanowi niemal 50% wszystkich pożarów do jakich wzywani są strażacy (w ubiegłych latach notowano średnio ok. 7 tys. takich zdarzeń). Koszt bezpośrednich działań gaśniczych na terenie woj. mazowieckiego to ponad 1 mln złotych. Jeżeli dodamy szacowane straty pożarowe w kwocie ok. 1,6 mln złotych, powstają całkiem spore koszty, jakie ponosi społeczeństwo w wyniku wypalania traw. Dlaczego dochodzi do pożarów? Czy można im zapobiec? Z analizy problematyki wynika, że zdecydowaną większość pożarów traw i nieużytków rolnych  powodują ludzie (w moim przekonaniu, graniczącym z pewnością, 99 na 100 przypadków).  Być może niektórzy wciąż są przekonani,  że  spalenie  suchej  roślinności  spowoduje bujny jej odrost?. A może to tylko wynik głupiego, lecz tragicznego w skutkach żartu?

Wydawało by się, że pożary traw to problem gmin wiejskich, przecież właśnie tam jest najwięcej terenów zielonych, które potencjalnie narażone są na powstanie ognia. Otóż statystyka pokazuje, że najwięcej pożarów występuje na terenach, które niewiele mają wspólnego z uprawą ziemi. W samej Warszawie w 2012 roku powstało ponad 750 pożarów, podobnie w granicach miasta Radom blisko - 600 (w samym powiecie radomskim prawie 1000). W nieodległych od stolicy  powiatach piaseczyńskim i otwockim pożarów powstało kolejno 875 i 550. Okazuje się, że tereny rolnicze wcale nie generują znacznej liczby pożarów. Mit o „złym rolniku” nagminnie wypalającym łąki należy schować do lamusa. To okolice miast najczęściej są miejscem, gdzie ogień zbiera największe żniwo. Posłużmy się liczbami. Powiat szydłowiecki gm. Szydłowiec -  354 pożary, w pozostałych czterech gminach ok. 300 pożarów. W przypadku powiatu sochaczewskiego: gmina Sochaczew blisko 200 pożarów, w pozostałych  siedmiu 270. W samym Płocku odnotowano 165 pożarów w stosunku do ok. 200 w całym powiecie.

Pamiętajmy, że za niemal każdym pożarem wysuszonej roślinności stoi człowiek. Niestety, w ubiegłym roku doszło do wielu tragedii, w tym do nieszczęśliwego w skutkach zdarzenia na terenie powiatu szydłowieckiego. Podczas akcji gaszenia pożaru traw, (który szybko się rozprzestrzeniał, przez co zagrażał  sąsiadującym budynkom mieszkalnym) zginął Druh Ochotniczej Straży Pożarnej. To zdarzenie szczególnie dotknęło środowisko strażaków. Zginął człowiek, który niosąc pomoc innym sam oddał swoje życie. Dlatego w tym roku szczególnie mocno apelujemy do wszystkich mieszkańców województwa mazowieckiego: nie wypalajmy traw! Każdy z nas ma olbrzymi wpływ na to, by ograniczyć liczbę tego typu pożarów. Wystarczy odrobina wyobraźni i zdrowego rozsądku. Wspólnie jesteśmy w stanie spowodować, że w najbliższej okolicy oraz w całym województwie mazowieckim nie dojdzie do strat w zdrowiu i życiu ludzi oraz w środowisku.

st. kpt. Karol Kierzkowski – KW PSP w Warszawie

 
Michal Krupa